Śniadanie na Żoliborzu

6:05:00 PM

Był taki czas, kiedy słysząc słowo Warszawa widziałam tylko nadymaną bańkę pełną celebrytów, nowobogackich i zadufanych w sobie mieszkańców stolicy. Teraz po trzech latach jestem w stanie Warszawy bronić do ostatniej kropli krwi :)

Co prawda nie czuje się prawdziwym Warszawiakiem, ani nawet Warszawianką :D, ale jest kilkanaście takich miejsc za które to miasto po prostu kocham. I choć czasem mam dość przepełnionej komunikacji miejskiej i ludzi, którzy swoim zadartym nosem zdzierają farby z sufitów - to po prostu bardzo lubię tu mieszkać. Tym bardziej kiedy wstaję w sobotę i wiem, gdzie spędzę poranek z rodziną - Targ Śniadaniowy na Żoliborzu!




Przychodzimy tu co prawda dopiero od kilku tygodni, ale czuje się jakby to było nasz stały punkt w tygodniowym programie. Liczba wystawców i atrakcje dla dzieci sprawiają, że nie ma szans abyśmy nie spędzili tu dwóch, trzech godzin. Są tu wielkie piknikowe ławy jak i drewniane stoliki i krzesła - miejsca na rozłożenie się z leżakiem i kocem a dla dzieci płac zabaw, trampolina i wieeelka kula w której można się toczyć po trawie a także stoliki z zagadkami i kolorowankami :)



Wystawców jest bardzo wielu - zjeść można tu nawet do 15stej - tak długo obsługują oni klientów :) Do wyboru mamy kuchnie azjatyckie - Chiny, Tajlandia oraz włoskie czy indyjskie. Jest ogromna ilość stanowisk z przetworami domowej roboty, serami, ciastkami, plackami, muffinkami, quichami, ogromnymi i malusieńkimi naleśniakami a także kiełbasa, smalec, jajecznica, kaszanka uuuuff - każdy znajdzie coś dla siebie. 



Ja jestem ogromną fanką absolutnie przepysznych mieszanek z termomixa - synek sam wciągnął dwa kubki owocowo-warzywnego (żółty i delikatnie słodki), mąż jest fanem arbuza, a ja niesamowicie orzeźwiającego napoju z natki pietruszki. Pierwszy raz byłam zupełnie zachwycona naprawdę świeżym i mającym mało co wspólnego z ostrym charakterem natki smakiem. Niebo w gębie!


Większość dań przygotowywana jest na naszych oczach, a ciasto robi się na dwóch rodzajach patelni. Wielkie do naleśników i te specjalne do maleńkich, okrągłych, naleśnikowych placków. Można tu zjeść również krewetki oraz pyszną, cieniutką oryginalną włoską pizzę, która dzisiaj była naszym daniem głównym.

Jeżeli chodzi o ceny - cóż bardzo różnie, nie nastawiajmy się jednak na bardzo tanie wyjście. Porcja naleśniczków na zdjęciu poniżej - 14zł, pizza z szynką parmeńską i rukolą 25zł czyli ceny bardziej "lokalowe" ale trzeba przyznać, że jedzenie jest tego warte.


Dzisiaj próbowaliśmy maleńkich, holenderskich naleśniczków z nutellą (do wyboru było wiele innych opcji) Moja figura zdecydowanie ucierpiałaby bardziej gdyby Targi odbywały się cały weekend, ale nie oszukujmy się, raczej nie należę do tych osób, które jakoś szczególnie pilnują diety i wolą być po prostu szczęśliwe, nawet jeżeli miałoby się to skończyć dodatkowym centymetrem tu i ówdzie. A centymetry cóż, będzie trzeba po prostu spalić :)



Ps.A propos tego szczęścia - jestem w trakcie czytania lekkiego poradnika "Projekt Szczęście" oraz "Projekt Mądre Wychowanie". Ale o tym parę słów w przyszłym tygodniu. Idę pobiegać :)

Wspaniałej soboty! :)

Sprawdź też

6 komentarze

  1. Kapitalny pomysł na sobotnie śniadanie.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie wspaniałe śniadanie. Jakie fantastyczne świętowanie..razem, z rodziną. Świetny pomysł na śniadanie i spędzenie wspólnie czasu. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę takiego śniadanka!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa inicjatywa i godna polecenia. Nie wiedziałam, że w Warszawie powstały takie miejsca, dawno tam nie byłam. Książkę "Projekt szczęście" przeczytałam i uważam, że zawiera wiele cennych wskazówek jak projektować swoje życie. Stosuję takie metody od dawna, jednak z pewnym sceptycyzmem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. ŚWIETNY POMYSŁ NA SNIADANIE.Na wolnym powietrzu wszystko lepiej smakuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie mam podobne przemyślenia, co do Warszawy, chociaż bywam rzadko. Podoba mi się to przesiadywanie (jak się nazywał teeeen duży park) i picie na trawie, rolki (dużo rollkowiczów), takie inicjatywy jak opisujesz czy chociażby knajpy z grillem :D. Miasto żyje, z Łodzią bywa różnie, w stronę kiepściejszą. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...