Kosmetyczne wycieczki po Azji cz. I - Innisfree Apple Juicy Cleansing Oil

8:32:00 PM

Witajcie - dzisiaj pierwszy post z nowej serii na blogu - postaram się Wam jak najszerzej przedstawić moje doświadczenia z kosmetykami pochodzącymi przede wszystkim z Japonii i Korei. Nie będzie zapewne dla nikogo niespodzianką, kiedy powiem, że zainteresowanie przyszło wraz z odkryciem bloga Azjatyckiego Cukru - to właśnie moja chęć zachowania młodego wyglądu spowodowała, iż postanowiłam spróbować pielęgnacji azjatyckiej.


Dwa, trzy lata temu używałam do twarzy góra trzech, czterech produktów:
1. Żelu do mycia twarzy Normaderm, który niestety bardzo mnie wysuszał
2. Kremów Vichy, najczęściej Normaderm naprzemian z nawilżającym, który sprawiał, że moja skóra była nadwrażliwa i zaczerwieniona.
3. Przy lepszych czasach Lancome do demakijażu oczu, przy gorszych podobny produkt Ziai, do którego zastrzeżeń wielu nie miałam.
4. Ponadto do demakijażu stosowałem mleczko Vichy.

I tak wyglądała cała pielęgnacja mojej twarzy. Byłam jeszcze kilka lat temu bardzo przywiązana do produktów Vichy, które dostawalam zazwyczaj od mojej cioci farmaceutki i przekonana byłam o ich świetności - mimo tego, co wyczyniały z moją skórą. Od czasu do czasu sięgałam też po toniki z Ziai, które bardzo spinały skórę lub były całkowicie mi obojętne. Nie mam tu nie daj Boże zarzucać Vichy, że jest kiepskie, moje doświadczenia jednak (łącznie z dwukrotną reakcją uczuleniową) do firmy tej po prostu mnie zraziły. Azjatycka pielęgnacja przychodziła powoli, jej kroków jej całkiem dużo, jest jej wielu zwolenników jak i przeciwników, każdy jednak wybiera po prostu to, co jest dla niego lepsze :)


Uch, aż wstyd się przyznać, niestety jako nastolatka, nie przywiązywałam takiej wagi do pielęgnacji, a moja twarz była mi wyjątkowo mimo takiego bezczeszczenia łaskawa zważywszy na to iż większość produktów ewidentne nie była dla mojej skóry przeznaczona - nie miałam problemów z trądzikiem, od czasu do czasu wypryski, ale raczej mogę stwierdzić, iż dojrzewanie nie przyszło mi z dużą trudnością.

Pierwszym wypróbowywanym przeze mnie produktem (kosmetyki zamawiam zawsze na ebay'u od kilku już "wypróbowanych" sprzedawców) był olejek do demakijażu czy też oczyszczania twarzy z firmy Innisfree o zapachu jabłkowym. Teraz kończę swoje chyba trzecie już opakowanie, to chyba najlepsza jego recenzja - po dwóch próbach z innymi olejkami zostałam już chyba na zawsze przy tym jednym jedynym :) 


Przyznam, iż to jedna z moich ulubionych czynności w codziennej pielęgnacji - olejek pachnie tak pięknie, że zwykle zmywanie twarzy traktuje teraz jak mały masaż. Wystarczy dokładnie wmasować 1 pompkę olejku i spłukać letnią wodą. Przy zakupie obawiałam się dwóch rzeczy - po pierwsze - tłustej powłoki na twarzy po myciu, nie ma się jednak zupełnie czego obawiać, skóra jest miękka i nawilżona. Drugą rzeczą było lekkie niedowierzanie co do skuteczności działania produktu - jednak spisuje się on u mnie na szóstkę! Co prawda nie używam tuszy wodoodpornych ani innych "grubych" produktów - wiem jednak z testów innych blogerek iż radzi sobie świetnie nawet z bardzo trwałymi kosmetykami.

Dla mnie produkt jest wystarczająco - przy praktycznie codziennym stosowaniu wystarcza na 3-4 miesiące. Przy mojej wrażliwej cerze sprawdził się świetnie :) co prawda skład może pozostawiać trochę do życzenia, jednak pod każdym innym względem jest po prostu świetny i zamiennika szukać będę chyba tylko z nudów :) zapach jest tak obłędnie cukierkowo-jabłkowy, że co prawda mógłby wydawać się męczący, ale jest bardzo rozluźniający w taki uroczy sposób :D



Skład: Cetyl Ethylhexanoate, Triethylhexanoin, Polyglyceryl-10 Dioleate, Hydrogenated Poly(C6-14 Olefin), PEG-8 Glyceryl Isostearate, Cyclopentasiloxane, Pentaerythrityl, Tetraisostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Hydrogenated Polyisobutene, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Camellia Japonica Leaf Extract, Orchid Extract, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Butylene Glycol, Fragrance

A wy jakim produktem zmywacie twarz, jakie macie doświadczenia z olejkami myjącymi? A może stosujecie OCM? 

Ps. Dla dwóch z Was przygotowałam zgodnie z wczorajszą obietnicą niespodzianki - dla 2 osób, które wyślą na mój adres mejlowy wiadomość o treści "Postaw krzyżyk" przygotowałam malutkie "wyprawki" w sam raz aby spróbować haftowania. Na mejle czekam do jutra, do godziny 20.00, zwyciężczynie zostaną zawiadomione jutro drogą emailową :) dobrej nocy! :))


Sprawdź też

6 komentarze

  1. Wow, jaka miła niespodzianka na koniec, email poszedł, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też od dobrych kilku miesięcy stosuję tego typu olejek, ale z firmy Bio-Essence. Działa również świetnie, ale niestety nie pachnie zbyt przyjemnie. Jak wykończę zapasy, muszę poszukać tego, o którym piszesz - to już któraś z kolei pozytywna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Kirei, że jestem naprawdę bardzo zadowolona :)

      Usuń
  3. Ja jestem bardzo zadowolona z Innisfree, ale bardziej chyba lubie misshę! miałaś jakieś olejki z niej?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogłabyś podać namiary na tych sprawdzonych sprzedawców z Ebay? :) Przymierzam się do zamówienia ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...