8 największych pokus - Minimalizm na 2015 cz. I

8:28:00 PM

Rok 2014 był tak straszliwie przesycony u mnie zakupami, że na myśl
o tym jest mi trochę wstyd. Jeszcze nigdy nie wydałam na kosmetyki tyle,
ile w tym roku i staram się nie mieć wyrzutów sumienia, w końcu zarobiłam,
więc miałam całkowite prawo je wydać. Jednak lekko mnie poniosło w 
połowie roku i jako, że nastąpił przesyt w tej dziedzinie - powoli wcielam plan, który starałam się delikatnie realizować przez ostatnie tygodnie.

Nie chciałabym tutaj w jakikolwiek sposób kogoś urazić - będę dziś pisała o moich 
i tylko i wyłącznie moich wyborach - do głowy by mi nie przyszło, żeby komukolwiek, 
cokolwiek wyliczać i o to proszę także Was. Każdy żyje w taki sposób, by być szczęśliwym
i nie nam jest osądzać kto i w jaki sposób do tego dąży.


Nigdy nie marzyłam, aby stać się minimalistką i w samym minimalizmie jest wiele
rzeczy, które stanowią dla mnie problem nie do przejścia, co mimo wszystko samej filozofii
w moim życiu nie przekreśla. Z resztą, ja jestem za tym, aby nie popadać w 
skrajności i zewsząd brać po troszę tego, co nam się najbardziej podoba. Trudno mi jest określić moment, kiedy pomyślałam o tym pierwszy raz. Nie było to tak, że wszystkiego zaczęło być w moim życiu za dużo, przesyt rozpoczął się w mojej głowie. Dzisiaj zacznę więc trochę o tych rzeczach,
które sprawiają, że zdaję sobie sprawę jak długa droga przede mną.


POKUSA NUMER JEDEN

Modna Warszawianka

Sama bardzo często ulegam pokusom rzeczy modnych: kosmetyków, świec, 
elementom wystroju wnętrz, elektroniki, nawet sprzętu AGD. Ale moda nie ogranicza
się przecież tylko do samych przedmiotów, ale także do miejsc, osób, poglądów,
zachowań, nie wspominając już o wyglądzie. I tak jak uważam całkiem nieźle radzę
sobie w nieuleganiu tej drugiej grupie, tak jestem beznadziejna w tej pierwszej.

Zastanawiam się na ile jest to u mnie potrzeba zaakceptowania, czy może ja, wciąż
typowy warszawski słoik z kilkuletnim stażem czuje się obco w tym mieście? 
A może sama potrzeba znalezienia bliskich mi osób, z którymi łączą mnie - na tym
pierwszym etapie zawierania znajomości - podobne przedmioty sprawia, że tak często ulegam 
zakupom, które (choć sprawiają niebywałą przyjemność) nie są do końca potrzebne?

Nie wiem czy wiecie, ale bardzo często wracając do rodzinnych stron spotykam się
z ironicznymi komentarzami dotyczącymi mojego zamieszkania w Warszawie.
Czy przez to, że mieszkam w stolicy powinnam być bardziej taka, czy owaka, a co
za tym idzie, powinnam dokonywać innych wyborów ( i czy rzeczywiście bym ich 
dokonywała!) mieszkając w mojej małej miejscowości na Pomorzu?


POKUSA NUMER DWA

Wesoły świat kolekcjonera

Jedno z najgorszych. Moja rodzina od lat zajmuje się antykami - obrazami,
porcelaną, meblami, biżuterią słowem wszystkim od czego zaczął się kiedyś mój 
ogromny kolekcjonerski głód. Ale, że jako średnio stać mnie na kolekcjonowanie mojego
ukochanego malarstwa angielskiego, tak już np. świece - bardzo proszę.

Może rzeczywiście jest tak trochę, że pełna kolekcja przedmiotów w jakiś sposób 
dopełnia nas samych ( o ile w ogóle możemy tak powiedzieć o przedmiotach ), ale
jak jesteśmy w jakiś sposób skolekcjonować np. komplet bagnetów pruskich 
z roku takiego a takiego, tak w dzisiejszych czasach i świadomości producentów
uzbieranie kolekcji wszystkich zapachów z Yankee graniczy z cudem, ba!
Pokuszę się o stwierdzenie, że to nawet niemożliwe. 

Co sezon wielkie firmy wypuszczają nowe serie, czy to zapachów, czy kosmetyków, 
szminek, które przecież (choć może się mylę?) nie podobają nam się całe kolekcje w 100%? 
Swego czasu sprzedałam 80 świec - 90% wszystkich przeze mnie posiadanych. Poczułam się świetnie, jednak z czasem ponownie powoli znów doszłam do ich zbyt wielkiej 
liczby. Co rusz nakładam sobie na nie ograniczenia - teraz 35 świec - 
ale czy nie skupiam się na świecach tylko dlatego, że są duże, niewygodne?
Co z książkami, których drugi raz nie przeczytam czy serią pocztówek?

Czy w minimalizmie chodzi o to, by rzeczy było mało i nie zajmowały 
dużo miejsca - czy raczej aby nie było ich w ogóle? Tak dla znaczków,
Nie dla kolekcji naturalnej wielkości dzieł Matejki?


POKUSA NUMER TRZY

Najlepiej przygotowany uczeń w klasie

Pani Maria Słomiany Zapał, tak - to moje indiańskie imię.
Od kiedy tylko pamiętam, za cokolwiek bym się nie wzięła lubię mieć od
razu komplet rzeczy najlepiej jak najlepszej jakości. I tak: haftowanie ?
komplety igieł, setki nici, kanw, książek wzorów, prenumeraty itp. itd.
Bieganie? Kilkanaście koszulek, dwie pary butów, gadżety, aplikacje, gazety itd.

Dopiero teraz od kilku tygodni staram się powstrzymywać przed zakupami
dotyczącymi nowych hobby. I tak jak haftuję od lat, tak druga para butów i taka
ilość koszulek okazała się kompletnie zbędna. Ręka mnie świerzbi, alby nie daj
Boże nie kupować od razu podświetlanego stolika do kaligrafii czy koła garncarskiego.
Pokusa numer trzy czyli pospieszny pseudoprofesjonalizm.


POKUSA NUMER CZTERY

Nie jestem kurą domową!

Oj boli. To chyba mój największy kompleks mimo, że jak nie patrzeć jestem
na zwykłym urlopie macierzyńskim jeszcze przez najbliższe pół roku.
Ale, podobnie jak inne dziewczyny w tej sytuacji czuję się czasami postrzegana
jako nierób, który siedzi w domu w dresie przed telewizorem. Mimo, że
oczywiście NIC nie robi to chodzi nieumalowany, z brudnymi włosami 
i porozciąganej koszulce. Aby dopełnić obrazu dorzucamy dwójkę dzieci,
górę brudnych naczyń i zabawki na każdym wolnym centymetrze podłogi. Eh.

Wszystko to, wzięło się może z tego, że bardzo nie chciałam wyglądać tak, 
jak koleżanki które bardzo się zaniedbały od kiedy wychowują dziecko/dzieci.
Z drugiej zaś strony sama od kilku (no, ok, trzech) lat nie przespałam 5 godzin
ciągiem - od wyjścia na imprezę wolę iść sama do kina, z całą pewnością są dni,
kiedy demakijaż to przejechanie wacikiem po twarzy i padnięcie do łóżka.
Przestałam się malować, kiedy nie wychodzę z domu i chociaż nie mamy 
dzięki Bogu telewizora, to kiedy położę dzieci spać ( i sama nie zasnę z nimi o 21)
wolę wyłożyć nogi na biurko i z kubkiem herbaty wciągnąć jakiś serial.

W tym roku właśnie moja wiara w siebie trochę się zachwiała, przydałaby mi się 
czasem jakaś babcia czy ciocia na miejscu ale nie mam co narzekać. Tak czy
siak postanowiłam, że będę dużo bardziej dbała o siebie - zarówno dla siebie, męża
i świata - niestety trochę tutaj w tym popłynęłam w temacie wspomnianych kosmetyków.


POKUSA NUMER PIĘĆ

Na pewno jeszcze to założę!

Lub wersja numer dwa - jak będę miała wolną sobotę z całą pewnością naprawię.

Tak, jasne.

Choć nie jestem żadną fashion maniaczką ubrań w szafie miałam zdecydowanie
za dużo. Powód był prosty - najpierw jedna ciąża i prawie 20kg, potem powrót do 55kg,
druga ciąża i znów 18kg mimo największych starań i zdrowego odżywiania.
Co za tym idzie ubrania w szafie miałam od rozmiaru S do L - teraz zostało mi co prawda
jeszcze koło 5 kg, 8 do wymarzonej wagi, ale w ubrania są albo dopasowane,
albo wiszące. Miałam kilkanaście ubrań, które "założę na specjalną okazję"
"założę, kiedy będę miała znów normalne piersi", "założę, jak skończę karmić"
czy "założę jak kupię spódnicę, która będzie pasowała"

Tym sposobem w kartonie wylądowało 20 rzeczy - 20% mojej szafy,
a ja poczułam się lżejsza i szczęśliwsza, bo ten moment kiedy widzisz pełną szafę
i wciąż nie masz co na siebie włożyć raczej humoru Ci nie poprawi.
Podobnie rzecz ma się z nadpsutymi i niedziałającymi zabawkami, sprzętem,
starymi telefonami, komputerami i wszelkim ustrojstwem którego "żal wyrzucić,
a nóż się przyda" - oddać albo wyrzucić vel zutylizować.


POKUSA NUMER SZEŚĆ

Mam tyle pięknych rzeczy!

Niestety zdarza mi się zapominać, że nawet najpiękniejsza rzecz ginie
w natłoku barw, rupieci, zdjęć pamiątek i figurek. Jako, że wielkość mieszkania
nie pozwala na eksponowanie wielu elementów w sposób właściwy, a mi trudno się
powstrzymać przed kupowaniem latarenek, świeczników, koszyczków wazoników i lampek,
mieszkanie nawet wysprzątane wydaje się przytłaczać.

To tego fakt, że mieszkanie wynajmujemy sprawia, że część rzeczy stoi zapakowana
w kartonikach przeróżnej maści skrytych w całym mieszkaniu - w oczekiwaniu
na "nasze", a to lampa witrażowa, a to kafeleczki z pierwszej wspólnej podróży do
Portugalii, które zawsze chcieliśmy wmurować w kuchni, a to dywanik,
a to serwetka, której szkoda na razie kłaść, bo i tak nie ma gdzie,
a do obecnego wystroju kompletnie nie pasuje.

Fajnie jednak, by było cokolwiek, więc kupuję coś na zastępstwo,
co ani nie jest tak piękne o potrzebie już nie wspominając. I tak w mieszkaniu
mam milion rzeczy i wciąż rzeczy zmieniają swoje miejsce. Zajmuje mi to
zazwyczaj kilka miesięcy zanim każda rzecz będzie dokładnie tam gdzie powinna,
więc nawet jeśli mieszkanie lśni ilość rzeczy sprawia, że dla mnie wciąż coś jest "nie tak"




POKUSA NUMER SIEDEM

Czar edycji limitowanych

Tutaj bezapelacyjnie wszystkie nagrody zgarnia MAC Cosmetics, ze
swoimi limitowakami wypuszczanymi praktycznie co miesiąc. Inne marki pozostają
daleko w tyle ze swoimi kolekcjami typu winter/spring/summer. Do tego podgrzewane
zapowiedzi, zdjęcia i dostępność robią swoje. W końcu bardziej pożądane jest
zawsze to, co mniej dostępne i w jakiś sposób cięższe do zdobycia.

Miałam taki okres, kiedy kupowałam przynajmniej jeden produkt z każdej macowej
limitki, na szczęście ten etap także jest już za mną. Ostatnio zobaczyłam jednak
kolekcję Chanel na wiosnę i eh, tak będzie już przecież zawsze a ja kosmetyków mam
dwie szuflady z czego część używałam dosłownie JEDEN RAZ.

Limitowanki są dla mnie dużą pokusą, widzę jednak, że na szczęście z
miesiąca na miesiąc coraz słabszą. Choć przecież czasem się skusić to nie grzech,
byle zakup był rzeczywiście przemyślany.


POKUSA NUMER OSIEM

Jaka dobra mamusia!

Mam obsesję kupowania dzieciom książek. Obsesja znaczy się, że kupuje je
conajmniej raz w tygodniu i nie oszukujmy się, chyba żadne dziecko, nawet przy
pomocy rodzica nie jest w stanie "przerobić" takich ilości. Ta pokusa bierze się
z tego, że jako dziecko książki pochłaniałam ( potrafiłam udawać chorą, żeby nie pójść
do szkoły i zaszyć się z niedokończoną poprzedniego dnia lekturą ) Moja mama jednak,
kobieta z natury rozsądna, książek przed naukę nie przekładała i zdarzało
się, że książki mi przed sprawdzianami po prostu chowała.

Ileż ja się jako dziecko nakombinowałam z ich chowaniem,
kupowaniem, zostawianiem u znajomych, żeby tylko się gdzieś schować i czytać.
Zupełnie nie rozumiałam, czemu książki nie są kupowane z taką radością
jak innym dzieciom, które wreszcie chcą odejść od telewizora i usiąść przy
literaturze. Czytanie było więc u mnie swego rodzaju buntem i chciałabym
po prostu aby i dla nich książka była tak niesamowitą przygodą i odskocznią jak dla mnie.

Zdarza mi się także je rozpieszczać prezentami bez okazji
zupełnie zapominając, że przez to tracą one swój czar i wyjątkowość.
Miłość nie powinna tłumaczyć wszystkiego, ale.. eh ;)


Cóż, chyba pierwszy raz zdarzył mi się tak osobisty wpis.
Ale wszystko to, co spisane a do tego nawet opublikowane, zdaje się
mieć dla mnie moc jakby wiążącą i staram się mocniej tego trzymać.
Zawsze z resztą, znajdzie się ktoś, kto wypomni "A przecież mówiłaś, że.."
co pewnie jeszcze bardziej umocni mnie w swoich postanowieniach choć będzie 
 to ( nie będę Was oszukiwać ) zapewne trochę drażniące :) 

Minimalizm stał się modny, to prawda. Myślę jednak, że w dzisiejszych czasach jest on dla niektórych jedyną drogą, która pozwala w rozsądny sposób przetrawić całą tą 
konsumpcję, nawał danych, informacji, przedmiotów, nawet ludzi.
Na dzisiaj to tyle,tak patrzę na wpis i wydaje mi się to przepotwornie zabawne, że wpis
o minimalizmie jest chyba najdłuższym jaki się u mnie ukazał :))) 

Sprawdź też

45 komentarze

  1. W sumie mogłabym się podpisać:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. No, w sumie dziękuje Runko Kochane :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też od jakiegoś czasu staram się zmniejszyć ilość otaczających mnie przedmiotów, co za dużo to nie zdrowo.. ale wiadomo, różnie to czasem wychodzi ;D Grunt to moim zdaniem odczekanie i przemyślenie nowego zakupu, czasem jak się "z czymś prześpimy" to ochota słabnie, a po dłuższym czasie nawet się cieszymy, że nie podziałaliśmy impulsywnie ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi do minimalizmu wciąż daleko, chociaż muszę przyznać, że to na kosmetyki wydaję najwięcej, na inne rzeczy jakoś zawsze szkoda mi pieniędzy, także skoro mam tylko jednego bzika to chyba jeszcze nie jest ze mną tak źle :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam jakby siebie to aż niesamowite! Moj tata jest kolekcjonerem i od małego wspierał każde moje kolekcje. No cóż teraz moje kolekcje sięgają takich ilości, ze tez musze ograniczyć (No ok kupiłam kilka rzeczy - sama wiesz co, ale OGRANICZYLAM SIE) ja mam prócz kosmetykow i świec duży problem z ubraniami. Mam ok 100 bluzek/koszulek i 30 par spodni... I jeszcze wiele wiele innych rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raczej jestem chomik sentymentalny - jednak walczę z przesadą i trochę staram się okiełznać te zapędy do gromadzenia. Typową minimalistką nie będę, ale staram się i ograniczam powoli - coś oddam, coś sprzedam. Małe kroczki, ale postępy są :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do kosmetyków podchodzę... no, umiarkowanie pragmatycznie: wiem, czego absolutnie nie potrzebuję, więc nawet jeśli jest to najpiękniejsze na świecie - nie kupuję. Często kupuję jakieś chciejstwa zagranicą i jeśli stwierdzam, że mam za wiele - sprzedaję albo wymieniam, trudno nie jest, bo w UK jest taniej i są mało dostępne w PL rzeczy. Nie przywiązuję się do kosmetyków, jestem w stanie wszystko sprzedać - podobnie mam z książkami.

    Niestety czytanie blogów kosmetycznych znacząco zwiększyło moje wydatki na kosmetyki i wydumane potrzeby - kiedyś używałam może 3 cieni, dziś mam ich na stanie co najmniej 10 razy więcej, to akurat moja kosmetyczna słabość :/ A najczęściej i tak dalej używam 3 cieni.

    Żadnego innego rodzaju konsumpcjonizmu na szczęście nie nakręcam: w życiu nie wydałam nawet 1 zł. na żaden gadżet elektroniczny, w ogóle mnie to nie interesuje, nawet telefon mam zawsze za darmo, ubrania kupuję albo drogie i dobre jakościowo (mało) albo jak mam ochotę zaszaleć, to używane na Allegro za równowartość kawy na mieście (też mało), natomiast czasami jak patrzę na moje kosmetyki to i tak mam wyrzuty sumienia, że można było lepiej wykorzystać te pieniądze, że mnóstwo osób kupuje z przymusu najtańsze mydło a ja bez sensu wyrzucam setki na cienie do oczu... Co innego inwestować w coś trwałego, coś co ma wartość i będzie ją miało zawsze - jak np. kolekcje unikatowych znaczków, budowanie biblioteki z rzadkimi wydaniami etc., ale nie oszukujmy się - kupowanie kosmetyków to nie żadne wielkie kolekcjonowanie, tylko najczęściej kompulsywne wydawanie pieniędzy - za 3 lata wartość naszych "wspaniałych zbiorów kosmetycznych" spadnie do zera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj ja też zdecydowanie przekładam kosmetyki nad ubrania czy inne dodatki, taki jeden bzik groźny nie jest :D:D:D U mnie kupowanie kosmetyków leży aż w trzech pokusach: kurze, limitowance i kolekcjonerce :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak, pewne zachowania wynosimy z domu i chyba to właśnie one siedzą w nas najgłębiej, spodni kochana to ja mam, uwaga.. 3 pary :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj to właśnie temat na osobną notkę dotyczącą właśnie nie tego z jakich powodów kupuję, ale tego z jakich powodów nie wyrzucam ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. A widzisz, ja niestety stałam się wygodna w pewnym momencie, najlepiej pracuje mi się na iphonie i tego akurat na pewno nie chciałabym zmienić. Co do ubrań zgadzam się z Tobą w zupełności - w zasadzie mogłabym się ubierać w tylko jednym sklepie, ale jeszcze nigdy nie kupiłam tam ani jednej rzeczy bez przeceny - Massimo Dutti - i oczywiscie jak tylko jestem w domu rodzinnym napadam na second hand. Z ubraniami problemu nie mam absolutnie żadnego z oddawaniem i wyrzucaniem w szczególności.


    Co do kosmetyków zaś, ehhh od kilku tygodni siedzę i notuję to, co używam każdego dnia. Czekam jeszcze tydzień, dwa na wielkie podsumowanie i tym samym wyłonią się ulubieńcy oraz czarne owce w szufladzie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale wiesz, z drugiej strony a propos kolekcji. Wyobraź sobie jakie było moje zdziwienie, kiedy świeca, którą kupiłam za kilkadziesiąt złotych poszła (Używana!) na licytacji za trzykrotnie większą kwotę. Myślę, że w każdej sferze jest grupa totalnych maniaków i fanatyków, która za np. dla nas używany i mało już wartościowy cień dałaby chore pieniądze, tak jak to jest w przypadku limitowanek np. Toma Forda. Ale to już zupełnie inny kaliber i oszukiwanie się, że np. za cienie Astora wyciągniemy kiedyś kilka stówek jest już mocno naiwne, z resztą każdy rynek rządzi się swoimi prawami. Gdybyśmy mogli przewidzieć co stanie się kiedyś wartościowe a co okaże się najgorzej wydanymi pieniędzmi w naszym życiu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niech zgadnę: francuska bagietka? ;)

    Inwestycja w rzadkie i trwałe dobra jest jednak zawsze lepsza od inwestycji w dobra rzadkie i nietrwałe ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. no tak nadmiar rzeczy przytłacza ....tez to rozumiem bo mam maly pokoj wiec miejsca za duzo w nim nie ma a rzeczy przybywa;)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja podobne zasady wprowadziłam w czerwcu 2013:)

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie to jest tak, że ja nawet ciuchów za bardzo sobie nie kupuję (bo nie lubię), dodatków też nie bardzo, bo mi się mało co podoba :) Do domu też nie, bo wychodzę z założenia, że skoro nie nasz to nie będę w niego ładować kasy, bo mam nadzieję za jakiś czas się przeprowadzić, także tak: kosmetyki to jest moje zwyczajne chciejstwo, ale zgadzam się, limitowanki kuszą mocno, chociaż ostatnimi czasy doszłam do wniosku, że to mnie ogłupia, bo np. ten sławetny rozświetlacz z Chanel Camelia de Plumes... No dobra, chciałam, jest piękny, kupiłam, tylko po co? Mam rozświetlaczy chyba 7 czy 8, a on ma takie piękne tłoczenie, że żal mi go dotknąć, więc nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię. A nawet jak zrobię to jego cała unikalność zniknie, kiedy wzór się zmaże, no i tak sie zastanawiam, na co mi to było? A teraz Chanel kusi różem Camelia i też dylemat, czy kupić bo jest piękny i limitowany, ale znowu nie używać? Dylematy, dylematy :) Bardziej się jednak skłaniam ku nie kupieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Też robiłam odgruzowanie w grudniu, bo tak jak piszesz, przez ten natłok przedmiotów, w tym ubrań, nie widać niczego szczególnego tylko zagracenie. Mam zamiar odgruzowywać się systematycznie, a w szczególności szafę. Ale też i inne półki i szuflady. Tym razem koniecznie chciałam oczyścić mieszkanie przed Nowym Rokiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Piszemy 'a nuż'. To powiedzenie nie ma nic wspólnego z nożem :) Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  19. dobrze prawisz :) blogowe życie tym bardziej pełne jest pokus i nowości, trzeba sobie dobrze wyważyć wszystkie za i przeciw, zachcianki itp. bo łatwo można wpaść w ciąg :) oj wiem o czym mówię, ponieważ przeszłam taką fascynację chwilową, teraz rozsądnie podchodzę do zakupów, chociaż nie ukrywam, że zachcianki są i czasem je spełniam bez wyrzutów sumienia :) bo czymże by było życie od A do Z zaplanowane, bez spontaniczności

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój Boże, ja całe życie żyłam w przekonaniu, że to powiedzenie "a nóż widelec!" - hahah, dzięki najserdeczniej :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam do co tego różu postanowienie, że zrobię sobie swatche na karteczce tych które mam i porównam cy nie mam na pewno nic podobnego. Ach, znam te chciejstwa :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj dobrze rozplanowany system szaf i regałów potrafi uratować życie :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak! Stworzyłam sobie nawet listę taką co bym chciała zrobić przed końcem roku i połowa do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  24. Niezwykle mądra postawa - mi zdarza się czasami kupować tak jak je powinnam choć nie ze szminkami mam problem a z różami. Cieni nie mam potrzeby, podkładów nie widzę sensu miec wiecej niz 2, ale róże ehhh... Dla mnie sa po prostu piękne same w sobie i dlatego czasami mi tak ciezko sie powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Oczywiście ze tak! Dla mnie każda skrajnośc jest koniec końców szalenie nudna i przewidywalna

    OdpowiedzUsuń
  26. ja też staram się teraz ograniczać wydatki kosmetyczne żeby potem nie zginąć w tym wszystkim ...

    OdpowiedzUsuń
  27. ja z różami mam inną zasadę - kupuję tylko limitowane edycje, a te 'zwykłe' tylko wtedy, gdy mi się jakiś skończy:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Maria, super post. Bardzo lubie wpisy bardziej osobiste- czesto znajduje w nich cos dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ciekawy temat. Ja w zeszłym roku zmieniłam swoje podejście do "bzika kosmetycznego" i teraz staram się kupować z głową to, co jest mi potrzebne. Oczywiście zdarzają się chwile zapomnienia ale trzeba mieć jakąś radość z życia ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Trochę się obawiałam przyjęcia ale widzę zupełnie niepotrzebnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  31. Tak - właśnie znalezienie równowagi jest najważniejsze ale i niestety najtrudniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  32. Niepotrzebnie, bo wiele zdan wyjelas mi spod klawiatury, dzieki czemu wiem,ze myslimy podobnie ***

    OdpowiedzUsuń
  33. Ciekawe podsumowanie i plany na Nowy Rok. Ja też wprowadziłam sobie minimalizm kosmetyczny!

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo mądry i dający do myślenia wpis. Muszę przyznać, że odkąd założyłam bloga ilość kupowanych przeze mnie kosmetyków i dekoracyjnych durnostojów gwałtownie wzrosła. Nie żebym całkowicie tego żałowała, ale patrząc na pękające w szfach szafki mam mocne postanowienie poprawy, przynajmniej w pewnych kwestiach. Ostatnio wzięłam się za zużywanie pomadek, które już mi się nie mieszczą w organizerku i miałam już nie patrzeć nawet na róże do policzków, ale tu niestety wkroczył MAC ze świąteczną limitką :/

    OdpowiedzUsuń
  35. To jest doskonałe rozwiązanie! Chyba też tak zrobię:) Bo jednak róży mam +10, więc tak ogólnie nie potrzeba mi różu, jeśli będzie miał identyczny kolor jak któryś z tych, co już mam :) Jesteś genialna :*
    Wesołych Świąt Kochana, czytałam na Insta, że jesteś na Pomorzu, uważaj więc na drodze, bo pogoda jest paskudna :*

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo gorąco polecam Ci książkę Marie Kondo „Magia sprzątania, która zmienia życie: Japońska sztuka porządkowania i organizacji", to naprawdę najlepsze podejście do minimalizmu jakie spotkałam bo autorka zamiast tezy "mniej jest lepiej" naucza ze najważniejsze jest mieć tylko te przedmioty które nas uszczesliwiaja. Podaje różne fajne triki i metody, i po sprzątaniu wg jej metody ma się prawdziwego haja.

    OdpowiedzUsuń
  37. Sylvan wspaniale, mam nadzieję, że gdzieś mi się ją uda dorwać bo na allegro pustki! Opis brzmi dokładnie jak coś czego szukam - dziękuję! :*

    OdpowiedzUsuń
  38. MAC to już w ogóle jest morderca postanowień z tymi swoimi limitkami :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...