Ole Henriksen Invigorating Night Gel + pogadanka

10:05:00 PM

Dość przerażające, ale to ostatni miesiąc w roku. Powolutku wiele z nas szykuje podsumowania, kilka takich zapewne pojawi się w drugiej połowie miesiąca. Doszłam do wniosku, że koniec roku to też taki dobry czas na zrobienie blogowych porządków - nie wiem jak Wy, ale ja bardzo często przygotowuje sobie listy, planuję tygodnie, miesiące - niestety czasami wychodzi wszystko
zupełnie inaczej, nagle coś mnie zachwyci i od razu o tym piszę zupełnie zapominając o tym co miało pojawić się wcześniej. Macie podobnie?


Postanowiłam więc wraz z zakończeniem 2014 roku doprowadzić moje posty robocze do ładu i wylądować w nowym roku z pustym kontem. Stąd też uprzedziłam Was wczoraj, że w tym miesiącu może pojawić się trochę więcej postów niż zwykle. Dzisiaj zapraszam więc na recenzję małego bubla, który zawiódł mnie straszliwie, le może kogoś uchronię przed podobnymi doświadczeniami.



A miało być tak pięknie! Ole Henriksen i jego Invigorating Night Gel, jeden z ostatnich testowanych przeze mnie produktów tej marki i jeden z tych, które na długo zapadną mi w pamięci. Niestety całkowicie negatywnie. Co prawda, niektórym z Was może to zupełnie nie przeszkadzać, ale ja nie przepadam za konsystencją żelu na twarzy i już to w zasadzie powinno mnie od niego wystarczająco odstraszyć, ale nie, zaryzykowałam. 


Po aplikacji poczułam, że twarz jest trochę spięta - później zaczęła się straszliwie 
kleić - pomyślałam, ok - taka formuła, zobaczymy rano. Wysyp i zaczerwieniona skóra, 
zmywając twarz czułam się jakbym zmywała zastygającą maseczkę. Tydzień moja skóra dochodziła do siebie ale mi oczywiście jeszcze było mało, a co! Wysyp zwaliłam na czekoladę i miesiąc później zrobiłam drugie podejście zakończone wysypem już mnie spektakularnym, ale za to dużo cięższym, jeżeli chodzi o czas dojścia " do siebie". Do tego zapach - sam plastik.


Ale, żeby nie było tak pesymistycznie kilka słów od producenta. Żel zawiera szereg witamin i minerałów dla głęboko odżywionej i wypoczętej skóry. Wspomaga odnowę komórek, poprawia wygląd zmarszczek i wygładza ich strukturę , co owocuje pięknym, promiennym , młodzieńczym wyglądem cery. Uznaję, że niestety muszę być uczulona na jakiś składnik, bo data ważności była
w porządku - może coś podobnego jak z Vichy, których używanie kończy się zazwyczaj (prócz wody termalnej) fatalnie. Może wiecie o co może chodzić? Skład: Water, Glycolic Acid, Lactic Acid, Algae Extract, Glycerin, Calcium Ascorbate, Sorbitol, Tocopherol, Vaccinium Myrtillus Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Auranium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Xanthan Gum, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Fragrance


I to tyle na temat kremu. Jestem ciekawa - jak wygląda u Was etap przygotowywania postu do publikacji? Ja zazwyczaj robię zdjęcia od razu po zakupie (czasem zupełnie o nich zapominam gdy produkt u mnie się nie sprawdził i ląduje u koleżanki, zdjęcia lądują czasami w koszu ;) Mam też kilka zaczętych wpisów dotyczących filmów, seriali, ale nigdy nie wiem czy jest dobry czas by się swoimi ukochanymi podzielić. 

Zdjęcia robię jako pierwszy etap z kilku powodów: po pierwsze nowe produkty zawsze wyglądają ładniej, do prugie jeśli mam chwilę czasu a zdjęcia już przygotowane są w roboczych - post mogę opublikować nawet w pociągu. Ciekawa jestem macie jakiś system, plan?


Sprawdź też

22 komentarze

  1. o nie, nie lubię jak kosmetyk pozostawia klejącą warstwę :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, najczęściej skreślam od razu.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak ja też zazwyczaj lecę hurtowo po 10-15 produktów, tylko czasem kilka godzin na to zleci - ale przynajmniej spokój na miesiąc ;) Chociaż przyzmam Ci się, że uwielbiam robić zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam stałego schematu. Zazwyczaj robię zdjecia, gdy mnie natchnie wena ;D postów na zapas tez raczej nie przygotowuje. Choć w sumie, to może czasem sporo ułatwić wiec przemyśle ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja Ci się przyznam, że miałam przygotowanych kilkanaście postów kiedy rodziłam córeczkę - wiedziałam, że w tym czasie raczej trudno mi będzie znaleźć czas na siedzenie przed PC, a zależało mi na jako-takiej ciągłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia staram się robić wcześniej, ale nie zawsze mi to wychodzi :) Posty piszę w bardzo różnej częstotliwości, chociaż staram się oczywiście wprowadzać względny porządek w wersjach roboczych. Sprawdzonej metody niestety nie mam, więc ciężko cokolwiek polecić.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  7. fotografia to moja pasja :) potrafię zniknąć na długie godziny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też zdjęcia robię na samym początku - jak produkt jest nowy, nie pomacany paluchami. A potem dopiero jest pisanie. Z tym, że ja piszę jak mam wenę i raczej staram się nie mieć postów w roboczych bo wkurza mnie taki bałagan.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja również nie przepadam za żelowymi konsystencjami, nie sprawdzają się u mnie całkowicie niestety.
    U mnie zdjęcia robione są różnie, zazwyczaj muszę mieć na to dzień i wtedy wykonuje hurtem zdjęcia produktów których w najbliższym czasie chce wykonać recenzję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zelowych konsystencji tez nie lubie! Mimo, ze mam mieszana skóre to dziwnie mnie sciagaja a suche skórki nieodpowiednio nawilzaja ;D taka przygode mialam z kremem Chanel Le Jour De Chanel! No bubel straszny!! 75€ i taka porazka! A wlasnie myslalam , ze jego lekka, zelowa konsystencja bedzie idealna dla mojej skóry! Tragedia! naprawde, ostatnio wszystkie wysokopólkowe kremy mnie zawodza!!!
    Ole Henriksen znam ze slyszenia ale mnie do tej firmy nie ciagnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja muszę sobie wyrobić nawyk robienia zdjęć najlepiej zaraz po kupnie, bo potem jak sama piszesz, bywa różnie z wyglądem kosmetyku...samo robienie zdjęć, to dla mnie chyba ta część, do której najtrudniej się zmobilizować - z samym tekstem jest już łatwiej, mimo że czasem schodzi się długo ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Robię fotki zaraz po zakupie a potem po prostu wracam do nich i piszę posty :)
    Oj niefajny ten kremik :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również robię zdjęcia po zakupie. Ładuję je do posta, zapisuję sobie kluczowe informacje i zostawiam w roboczych. Część z nich nigdy nie ujrzała światła dziennego bo albo o nich zapomniałam albo temat jako taki mi się zdeaktualizował ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie zdjęcia przed użyciem - odzywa mi się mały pedant, nie chcę kazać innym oglądać zdjęć "macanych" produktów, bo sama zdecydowanie wolę świeżaki. Czasem nawet coś czeka parę dni po zakupie, "bo zdjęcia"... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Patrze na sklad i nie wiem co tu moze Cie uczulac - ty najlepiej znasz swoja skore. Mam kilka typow - moze kwasow za duzo (oba glikolowy i mlekowy sa na drugim i trzecim miejscu w skladzie, co sugeruje, ze jest ich calkiem duzo), albo moze jeden z ekstraktow roslinnych wywolal podraznienie - za to zazwyczaj odpowiada duze stezenie olejkow eterycznych w produktach, albo moze cos z samego konca listy skladnikow. Pewnie nie masz nic z tych produktow vichy, ktore ci nie odpowiadaly - moglabys porownac sklady i zobaczyc czy ktores skladniki sie pokrywaja.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny pomysł, sprawdzę na wizażu, bo pamiętam które dwa kremy mnie tak urządziły ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach czas, czas! Zazdroszczę czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  18. no tak przede wszystkim czas, no ale ja nie mam jeszcze takich małych słodziaków jak Ty :))

    OdpowiedzUsuń
  19. hahah dokładnie, wymacana już mniej fotogeniczna :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam go! On ma w sobie kwas glikolowy i możliwe, że to on tak na ciebie zadziałał. Moja skóra jest do niego przyzwyczajona, ponieważ w okresie jesienno-zimowym używam eksfoliantów właśnie z tym kwasem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...