Odzyskałam życie - o oczekiwaniach, skrzydłach i blogowaniu.

9:34:00 PM

29.12.2014 Godzina 03:34,
wagon sypialny na trasie Kołobrzeg-Warszawa, środkowe łóżko przy zimnej szybie.

To był dobry tydzień, co więcej, jeden z lepszych tygodni w całym tym roku. Czasami zastanawiam się, jak to jest, ze najprostsze rzeczy są czasem tak trudne do uprzytomnienia. Są niby logiczne, oczywiste i być może za mało czasu poświęcamy myśleniu o tym, czy rzeczywiście stosujemy je w swoim życiu. Ogromna cześć czasu w 2014 r zupełnie zmarnowałam, robiąc rzeczy, które z góry były skazane na porażkę. Dzisiaj wiec trochę o oczekiwaniach - tych własnych i tych od ludzi wokół nas.


Jestem z maleńkiej miejscowości na Pomorzu, pięknego miasteczka osadzonego pośród jezior i lasów. Dzieciństwo nie upłynęło mi co prawda na hasaniu po łąkach (nie było ich zbyt wiele) czy piciu wody ze strumienia (lepiej nie ryzykować), ale wypełnione było wieloma radosnymi chwilami i dobrodusznymi ludźmi dookoła. Potem nastąpił ten trudny dla każdego okres budowania własnej tożsamości, poczucia własnej wartości, pewności siebie, hierarchii priorytetów, ideałów czy marzeń. Czyli po prostu okres dojrzewania.

Potrzeba dużo odwagi żeby moc przyznać się do tego, ze nie jesteśmy do końca szczęśliwi tam, gdzie jesteśmy. Że nie cieszy nas ani nasza praca, ani miejsce w którym nam przyszło żyć, o stosunkach międzyludzkich nie wspominając. Trudno przyznać się do tego, że czasami człowiek "zasiedzi się". Marnuje swoje życie i cały możliwy czas rozmyśla nad swoim własnym nieszczęściem - ale na dobrą sprawę trudno mu zdobyć się na to, by cokolwiek zmienić.

I ja niestety dałam się - przez te kilkanaście lat takiego mojego bardziej świadomego życia - niejako kierować przez ludzi, którzy w taki właśnie "zasiedzony" sposób kierują swoim życiem. Przez ludzi których oczekiwania w stosunku do mnie ograniczały się do wyborów jakich ONI dokonali, ICH sposobu na życie. Każda moja decyzja, która w jakiś sposób wykraczała poza ich tradycyjne myślenie czy postępowanie była z góry potępiana, a ja z ogromnymi wyrzutami sumienia (podsycanymi do granic możliwości przy każdym "miłym" spotkaniu koleżeńskim, czy też rodzinnym) dawałam wodzić się za nos, aby tylko nie daj Boże nie wyjść poza ICH przeciętność.


Ta przeciętność sama w sobie nie jest zła i zapewne nie odbierałabym jej negatywnie, gdyby nie godziny, dosłownie godziny marudzenia jak beznadziejny/a i nie do zniesienia jest jest ich maż/żona/praca/szef/koleżanka z pracy/teściowa I tak dalej i tym podobne. To właśnie takie podejście automatycznie włączało u mnie tryb "nie-tylko-Ty-masz-przesrane". 

Wydaje mi się całkiem zabawne ze zrozumiałam to dopiero teraz. Jak dotąd próbowałam "nie urazić" nikogo swoimi dobrymi wyborami dotyczącymi np. przeprowadzki do Warszawy (która okazała się świetną decyzją), zwolnienia się z korporacji, w której całkiem dobrze jak na pierwszą pracę zarabiałam, (ale czułam się jak szczur biegnący za serem), czy nawet małżeństwa w (pewnie dla wielu zbyt) młodym wieku. Jak wielką cześć swojego czasu zmarnowałam na tłumaczeniu się ze SWOJEGO życia, żeby uspokoić ICH sumienia, co kończyło się na przekonywaniu, że podobnie jak oni - ja też marnuję swoje życie z powodu błędnych decyzji. To wszystko po to, by przypadkiem nie pomyśleli, ze to oni najczęściej tchórzliwie tkwią uwikłani w sytuacje których nienawidzą. Jednocześnie nie robiąc absolutnie nic, żeby to zmienić. 


I pisząc ten tekst nie mam na myśli Kochani nikogo z Was, myślę o konkretnych osobach z mojego bardzo bliskiego otoczenia, nie o ludziach "w ogóle". Piszę o tym ciągłym, sztucznym rozumieniu. Nie, nie muszę "rozumieć" ich decyzji i wyborów. Tak naprawdę wydaje mi się idiotyczne to narzekanie przez lata na coś, co można zmienić w ciągu maksymalnie kilku tygodni, dlatego wcale NIE MUSZĘ tego rozumieć, szczególnie że to ich życie, ułożone tak, a nie inaczej, na ICH własne życzenie.

Ze zdumieniem stwierdziłam, że przez takie uwikłanie, w kilku ważnych dla mnie sprawach stałam w miejscu. Tak naprawdę swoim nastawieniem ci ludzie mnie blokowali. A najśmieszniejsze jest to, że były także takie osoby, które próbowały mi pokazać KIM WIELKIM jestem. Jaka jestem według nich i co powinnam zrobić, żeby pokazać się światu, najlepiej w świetle reflektorów całkowicie ignorując fakt, że, cóż... to nie byłabym ja. Lubię swoją przeciętność, dbam o nią i jestem kompletnym domatorem. Bo tak chcę żeby wyglądało moje życie.

Macie takich znajomych czy nawet bliskich, którzy zawsze są bardzo złośliwi dla Was, w sposób naprawdę jakiś taki dotkliwy, ale staracie się "nie robić afery" czy "nie psuć relacji"? Że ludzie, którzy przecież sami mówią jak bardzo są nieszczęśliwi i mają zupełnie inne priorytety w życiu dają Wam "złote rady" jak według nich powinno wyglądać WASZE?


Zapewne dla wielu z Was powiedziałam same oczywistości, ale wierzcie mi, wychowywanie się w małej miejscowości często niesie za sobą takie głupie przyzwyczajenie zadawania sobie pytań typu: "co powie pani X? co pomyśli ciocia Y?" I z takiego "serialowego" myślenia CO LUDZIE POWIEDZĄ jest mi bardzo trudno wyjść. Często zupełnie już nieświadomie podejmowałam decyzje zupełnie mnie niezadowalające, aby tylko nie paść pod gromem niewybrednych komentarzy, czy prześmiewczych uwag.

Nie wiem jak Wy, ale ja wciąż mam problem np. z blogiem. Po prostu się wstydzę, że mi, matce dwójki dzieci, tak cholerną przyjemność sprawia pisanie o tak błahych (a przecież jakże pięknych i serce cieszących) drobiazgach. Wstydzę się dlatego, że nieraz usłyszałam już komentarz jakie to wszystkie blogerki są durne, jaka to strata czasu, jak trzeba się nudzić żeby robić takie pierdoły.

Mam ochotę palnąć się w łeb, gdy sobie uświadamiam, jak długo pozwalałam TYM ludziom na tak duży wpływ na MOJE życie. Jak bardzo oczekiwania co po niektórych, by wszyscy żyli tak jak oni (a najlepiej gorzej) pozwalały odpływać moim marzeniom w krainę niespełnienia. Ich niezadowolenie z życia rodziło u mnie takie poczucie winy, że czasem przesadzałam w marudzeniu nad swoim, żeby tylko nie sprawić im przykrości. Tak często pozwalałam sobie "wjeżdżać na sumienie", pozwalałam na te sugestie, że jestem nie dość dobrą córka/matką/siostrą/kobietą, że przez to dawałam sobie obcinać skrzydła.

MOJE ŻYCIE ( jak to cudownie brzmi!!! )

Poniedziałek, 29.12.14 rok g. 04:36 

Mam wszystko czego potrzebuję. Mam pewne ograniczenia, ale one tak naprawdę nie są prawdziwa przeszkodą.

Wszystko siedzi w głowie. Wszystko.

Sprawdź też

26 komentarze

  1. Zdecydowanie. Ależ to głupie czasy, że ludzie boja się otwarcie mówić, że są szczęśliwi, bo cieszą się właśnie z tych małych rzeczy :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do blogowania tez mało kto wie ze jmam bloga nie chwale sie tym zbytnio, a dlaczego bo przecież pisanie o kosmetykach to bardzo niskie, przeczytałam tez u jednej z blogerek ze nieprzystoi pisanie o szamponach mazidlach i innych tam. A dlaczego nie? Większość z nas kobiet lubi dobre kosmetyki, ubrania, książkę, kocha swoje zycie i dlaczego nie warto by o tym napisać. Nie wstydź sie nie masz czego, mas swietny blog, nie mówiąc juz o Insta, poznajemy masę ciekawych ludzi, a blogerka pisząca czy to o kosmetykach czy o innych rzeczach jest głupia dlaczego? Głupi jest ten kto tak pisze i mówi, a wiesz dlaczego bo nikt nie wie ile serca trzeba włożyć zeby cos od siebie dać, wiem ile czasu na początku mi zajmowało napisanie posta, zrobienie fajnego zdjecia, bo przecież nie wrzucisz czegoś od tak sobie. Ja sie nie wstydzę, niech sie wstydzą Ci co nic nie robia,a jeszcze językiem dotykają innych :)
    Pozdrawiam z monikowego swiata
    Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też prawie nikomu nie mówię o blogu bo jest takie przeświadczenie, że blogerki są puste;) heh

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja zawsze marzyłam o tym, żeby ktoś skrytykował moją decyzję, coby wypalić głośno i dobitnie co o tym myślę :D Jestem wychowana w zupełnie innym środowisku i zdaję sobie sprawę, jak bardzo budujące jest to, że ludzie szanują moje decyzje i je podziwiają. Myślenie "co powie o tym X" jest mi na szczęście obce, ale widzę wśród innych ludzi, jak bardzo potrafi ograniczyć i podciąć skrzydła. Fajnie, że poczułaś się wreszcie wolna :)

    Co do mówienia o blogu: jak schodzi na takie tematy, to się szczególnie nie krępuję, tym bardziej, że ci, co mnie dobrze znają wiedzą, że od dawna jestem pasjonatem w tej dziedzinie i zainteresowanie kosmetykami nie powoduje, że nagle zniknęły moje inne uzdolnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. z myśleniem co "Ciocia X powie" bardzo szybko się pożegnałam (na szczęście), ponieważ byłam uparta i od lat podejmowałam decyzje "które nie przystoi" według wielu ;p więc ten etap mam za sobą, z powodu różnych życiowych turbulencji wpadłam jednak w małe "zasiedzenie" w dwóch życiowych sprawach, choć może bardziej i strach przed wielkimi krokami - ale mam nadzieję wykorzystać 2015 tak, by nie żałować niczego i przynajmniej do przodu o ile nie w całości zrealizować sobie założone cele :) bo strach ma tylko wielkie oczy, a nie chcę za rok mówić sobie, że tylko przez to i głupotę nie starałam się spełniać marzeń od czasu do czasu marudząc ;p

    bardzo dobrze, że dojrzałaś do takich decyzji i wniosków :) to najtrudniejsze na początku
    powiedziałabym więcej, ale to już nie tematy na komentarze :) ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu, jak nie patrzeć - makijaż to sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak Monika! Przygotowanie posta to nie jest ani 5 ani 10 minut. Tym bardziej, że my kosmetyczne najczęściej same robimy wszystko - kupujemy, używamy, robimy zdjęcia, edytujemy i piszemy post. Nie wstawiamy 50 zdjęć okraszonych jedynie linkami do sklepów. Zrecenzowanie kremu trwa, bo przecież nie napiszesz recenzji po tygodniu czy dwóch stosowania! Życzę Ci wszystkiego co najpiękniejsze i najważniejsze dla Ciebie! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam,że ciężko oderwać się zupełnie od czyjegoś wpływu,bo zawsze żyjemy w różnych relacjach. Kwestia,żeby się nie przejmować a nie od dawna wiadomo,że najtrudniej przeżywa się takie "gadanie" od najbliższych:(

    Niestety,kosmetyki są traktowane z przymrużeniem oka: ze mnie nabija się brat,ktory kupuje kilka par butów rocznie (wychodzi wiecej niz moje kosmetyczne zakupy) i mieszka u mamusi, która tez krzywo patrzy na moje nabytki: ja jej wtedy wyliczam ile wydaje miesięcznie na papierosy:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to wyliczanie innych i zaglądanie nam do portfela, co za zwyczaj no! A oderwać się pewnie, że ciężko, tym bardziej, że to bardzo bliskie osoby, ważne żeby nabrać czasem takiego zdrowego dystansu i umieć powiedzieć "nie".

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też otwieram nowy rozdział w 2015, dla mnie duży krok i cóż, kto nie próbuje ten nie ma :D Tak, strasz tak często przeszkadza nam w zdobywaniu marzeń, czasami tak mocno jak lenistwo :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Też pochodzę (i nadal mieszkam) z małej miejscowości, więc wiem o czym mówisz. O blogu wie u mnie tylko najbliższa rodzina, nie czuję potrzeby dzielenia się tym innymi ludzmi, bo i tak by tego nie zrozumieli. Za to jest jedna kwestia, której nie da się przed otoczeniem ukryć, a która "życzliwym" spędza sen z powiek i przy każdej możliwej okazji pouczają mnie jak błędne jest moje myślenie. Najgorszy problem w tym względzie stwarza rodzina męża, bo ze względu na niego nie chcę się wdawać w awantury i całkowicie psuć już i tak nie najlepszych relacji. Stosuję więc metodę uniku i staram się ograniczyć spotkania do minimum.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe, skąd ja to znam. Ta udawana "życzliwość" jest kilkukrotnie gorsza od ironicznej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam sie z Tobą w 101% sama wiesz jak blogowanie wyglada a co do ludzi życzliwych to tych życzliwych naprawde jest mniej od tych życzliwych inaczej ;) grunt to robic swoje i byc pewnym ze to co robię to robię dobrze ;) Tobie rownież życzę tego co jest dobre i prawdziwe a nieudawane
    Trzymaj sie cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasami ludzie sami sobie stawiają ograniczenia, żyją schematami i w wielu przypadkach nie chcą zrozumieć dlaczego ktoś inny chce żyć INACZEJ. Kwestionują wszelkie decyzje, rozwiązania i pomysły. Boją się nowego, boją się otwartej postawy.
    Pamiętam kiedy moja (niegdyś) dobra znajoma powiedziała, że dlaczego mam wyjeżdżać za granicę, by mieć lepiej niż Ona..... Od tamtej pory uświadomiłam sobie, że jest pewna grupa ludzi którą wysłucham, czasem obdarzę głupkowatym uśmiechem i nie wchodzę w dyskusję. Nie ma po co.


    Super tekst i niezła pora na przemyślenia.
    W ogóle ostatnio dotarł do mnie sens Twojej wypowiedzi odnośnie moderacji na blogu. Nie mogłam znaleźć w głowie powiązań, bo coś mi świtało, ale nie do końca wiedziałam gdzie ;)
    Trzymaj się i głowa do góry :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję Hexx, szczególnie od Ciebie to dużo dla mnie znaczy :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Gratuluję, że już doszłaś do tego momentu, w którym jesteś w stanie stwierdzić, że Twoje życie jest naprawdę Twoje! I życzę coraz więcej wiary w siebie, własne możliwości i talenty!
    Pozdrawiam, Dominika

    OdpowiedzUsuń
  17. Swietnie napisane! Mam ochotę podpisać się pod Twoim każdym słowem ;) mnie może ograniczały w życiu inne rzeczy, cieżko mi było wyskoczyć z niektórych ramek, ale udało mi się to i choć czasem coś mnie ciągnie z powrotem, staram się za wszelka cenę przeć do przodu, by to życie, moje życie! wyglądało tak, jak JA tego chcę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Go for it :) Go for yourself :) Pisanie nawet o pierdołach jest fajne jeśli sprawia Ci przyjemność. A Ci ludzie - bo domyslam się że część z nich mi również "dobrze życzy i radzi" - to ech.. szkoda gadać.Pozdrowienia z Krakowa ciociu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki Piękna, Ty akurat jak nikt wiesz jak jest :D Wpadnij kiedyś do nas, najchętniej z połówką (tą osobową oczywiście) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. :* <3 Ramki, etykietki - tak łatwo przychodzi nam ocenianie osób które "znamy" bo czytamy co piszą czasem o kosmetykach, ehh. Najważniejsze być trochę ponad takie no, nie oszukujmy się, niskie zachowania. Oby do przodu - Tobie i sobie na 2015 życzę ;*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...