Znów o książkach - starzy kumple czy święte krowy?

10:08:00 PM

Impulsem do napisania tego tekstu była mikrodyskusja, która wywiązała się pod (zaskakująco dla mnie miło przyjętym) tagiem: "Moje czytelnicze nawyki" Dzisiaj trochę o moim stosunku do książek,
do ich formy i tego czym dla mnie są, a czym nigdy nie będą. Dzisiaj o znajomych, którzy znają nas od lat i przeżyli z nami już nie jedno oraz o tych, którzy pokryci kurzem patrzą na nas z zadartym do góry grzbietem. Dzisiaj o starych kumplach i świętych krowach.



Książka to świętość

Dla mnie nie każda. Nie każda opublikowana rzecz, obłożona pięknym papierem czy zamknięta w twardej oprawie zasługuje na mój szacunek. Mogłabym tu ujadać na zalew grafomańskiej literatury, kiepskich książek i nic nie wartych poradników, ale nie będę. Nie napiszę, że "Zmierzch" jest książką do chrzanu, bo nie jest - to po prostu książka skierowana do takiej grupy odbiorców, do jakiej nie należę. Ale przeczytałam ją i dlatego mogę to napisać. Niektórzy są zdania, że nie trzeba dotykać (cóż, no napiszę błota) by wiedzieć, że nim jest - mi się jednak nie zdarzyło wypowiedzieć jakkolwiek o książce, której nie przeczytałam. Czasem z bólem, czasem omijając wiele fragmentów (jak koszmary de Sade'a wiejące już po kilkudziesięciu stronach nudą) ale przeczytane do końca i wiem jedno, wielu z nich do świętości daleko.

Są książki, których bez umycia rąk z półki nie ściągnę i takie, po których lekturze kończy mi się wkład w długopisie. I obie grupy zawierają cały przekrój literatury - zarówno klasykę, poradniki jak i zwykłą "pociągową beletrystykę"

Do najbardziej wybazgranych książek w moim domu należą:

1. "Myśli nieuczesane" - Stanisław Jerzy Lec

Książka, którą mam w kilku wydaniach i każda wygląda podobnie. Mój ulubiony aforysta, wielka, wielka miłość - cytuję go równie często co anegdoty z Przyjaciół. Gdybym mogła posługiwałabym się w rozmowach z ludźmi tylko jego słowami, ale niestety miałabym problem ze zrobieniem zakupów w osiedlowym spożywczaku.

Zaznaczam swoje ukochane cytaty, czytając kolejny raz dodaję gwiazdki, kolejnym razem podkreślam i z każdym sięgnięciem po książkę pozostawiam na niej jeszcze więcej skojarzeń, notatek, odesłań do innych pozycji książkowych.

A, że Lec aforystą płodnym był ( minimum 4 tysiące genialnych zagrań słowem i zabaw językiem ) nigdy mi się nie nudzi i zawsze znajdę w nich coś nowego.

2. "Getting Things Done" - David Allen

Uwielbiam tą pozycję najbardziej za (w moim odczuciu absolutnie genialny kawał wycięty autorowi) to, że nigdy mnie czytam jej do końca. Książka jest poradnikiem, jak uporać się z wieloma obowiązkami, przytłaczającymi planami i dzięki odpowiedniej organizacji odzyskać spokój i harmonię. Jako, że czytając ją pięć czy sześć razy ani razu jej nie skończyłam, a po przeczytaniu jej w 98% nawet względnego spokoju w życiu nie mam - radzę Wam z góry przeczytać tylko te ostatnie 2% bo tylko tam może być ukryta Wielka Życiowa Mądrość - nie ważcie się mi jej zdradzać!

3. "Krótka historia prawie wszystkiego" - Bill Bryson

Mogę tu tylko napisać, że polecam. I gdyby Bryson pisał podręczniki do historii ten kraj wyglądałby zupełnie inaczej.


Pokreślone =  warte zapamiętania = najważniejsze w całej książce?

Nie zawsze. Są przecież i takie pozycje, po których bazgrać się nie da a to z prostego względu - magia nie zawiera się w kilku słowach wyrwanych z kontekstu a w puenta stworzona jest przez szereg linijek, czasem dziesiątki stronnic które prowadzą nas do głębokich wniosków, choć nawet nie są one ujęte żadnymi słowami. Do takich książek należą u mnie "100 lat Samotności", "Modlitwa żaby", "Nędznicy" (moim marzeniem było kiedyś nauczenie się pierwszego tomu na pamięć), "Asfaltowy salon" czy "Cena" - obie Łysiaka, albo "Ja, Klaudiusz" ( nie będę Wam wypisywać tu kilkudziesięciu, te przychodzą mi na myśl pierwsze, co nie znaczy, że są tu jedyne). Zaznaczałam fragmenty, ale było ich tak wiele, że po prostu uznałam, że są tak świetne, że będę je czytać w kółko. I tak też robię.

Które kocham bardziej?

Tak dobrze to nie ma. Do bardziej kochanych nie zaglądam wcale dużo częściej - po prostu z większym namaszczeniem. Nie mam swojej książki numer jeden, tak jak nie mam swojej ulubionej piosenki czy ulubionego dziecka. Nikt ani nic nie jest aż tak doskonałe, a raczej doskonałość objawia się w tak różnych aspektach, że niemożnością jest wybranie "doskonałości idealnej"



O co mi chodzi z cytatami

Książek czytałam swego czasu masę. Za masę uznaję min. 300 stron dziennie i to spokojnie mi się udawało, kiedy nie byłam jeszcze matką Polką (robiłam kursy szybkiego czytania, gdyby ktoś był bardziej dociekliwy ile czasu spędzałam z książką) Niestety pamięci fotograficznej nie mam i przy dużej ilości lektur wiele rzeczy z czasem mi umykało i zapominałam. Po kilku tygodniach ciężko mi było przypomnieć sobie jakiś cytat, po kilku miesiącach imiona więcej niż 5 bohaterów.

Zatrzymałam się w momencie - a dobrze to pamiętam - była to książka Billa Brysona "W domu" czyli roku 2010. Książka jest potężna - 510 stron i jako zawodowy domator kochałam się w każdej historii, anegdocie i przypadkach, które sprawiły, że nasze mieszkania wyglądają tak jak dziś. Po 300 stronach chciałam w myślach nawiązać do innego fragmentu książki przeczytanego wcześniej i ...pustka. Kartkowanie zupełnie nic nie dało i zmarnowałam dużo czasu zanim znalazłam te przeklęte dwie linijki. Byłam na siebie wściekła, że jestem w połowie książki i będę musiała przeczytać ją od nowa, bo minęła godzina, dwie a ja już nie pamiętam kilku najciekawszych fragmentów. Na swoje usprawiedliwienie mogłabym dodać, że to pozycja quasi-encyklopedyczna, mnogość nazwisk i dat jest pokaźna, ale tu nie o to chodzi.

Ebooki - tutaj można bazgrać?

Przy czytaniu ebooków mój sposób na cytaty jest zupełnie inny - kopiuję fragment i wysyłam sama sobie w mejlu tworząc wątek - np. Cytaty "Klub Dumas". To się sprawdza i tego się trzymam.

Heloooł! Wikicytaty?

Nie. Czasami zdarza się, że rzeczywiście rzeczony cytat na Wikipedii jest, ale w 90% go nie znajdziesz. Dlaczego?

Mogę podać przykład, z ulubionych cytatów wspomniany już "Klub Dumas" w wikicytatach znajdziesz: 

"Ojczyzną każdej istoty ludzkiej jest utracony raj dzieciństwa." 

Ale już:

"Corso myślał gorączkowo, chociaż myślenie nie mogło się teraz na nic przydać
Nie wynaleziono dotąd ćwiczenia umysłowego, zdolnego wytrącić drugiemu broń z ręki."

czy:

"To już dojrzali mężczyźni, egoiści, życie nieuchronnie wyposażyło ich w małostki"

oczywiście nie. A są to jedne z najlepszych? Dla Ciebie pewnie i nie. I to o to tutaj chodzi. Jest niesamowite, że na mejlu jako pierwsze wyświetliły mi się cytaty z Dumas, a jako ostatni z tej właśnie książki ten, który jest podsumowaniem tego mojego bajdurzenia o cytatach:

"Każdy przychodzi do czytanego tekstu z własną perwersją. Czytelnik jest tym wszystkim, co przeczytał wcześniej, plus to, co obejrzał w kinie i w telewizji Do informacji dostarczanej mu przez autora dodaje swoją."

Książki są moim światem i dopóki nie miałam dzieci, to one były moją rzeczywistością. W ogromnej większości ukształtowało mnie to, co czytałam jako dziecko i o tym też na pewno napiszę. Książki to zawsze bardziej kumple niż święte krowy, ale kto powiedział, że tacy kumple nie mogą być w naszym życiu świętością?


Sprawdź też

13 komentarze

  1. też myślałam nad jakimś kursem szybkiego czytania, ale się go jeszcze nie podjęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ustosunkuje sie tylko do anegtot z Przyjaciol. Lubie Cie jeszcze bardziej;) kocham ten serial, widzialam milion razy.

    OdpowiedzUsuń
  3. <3 a też mówisz w myślach do rozmówcy "I widzisz głupi, teraz oboje byśmy pękali ze śmiechu" :D Kochana, tutaj na pewno zaraz zameldują się jeszcze dwie, że tak powiem obsessed :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra inwestycja szczególnie, kiedy musisz czytać - w pracy oszczędzasz dzięki temu dużo czasu. Dla siebie też warto, ale ja doceniam teraz bardziej czytanie słodko-powolne :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie piszę po ksiązkach i tylko raz zaznaczyłam jakis fragment:)
    "Ja,Klaudiusz" przeczytałam dawno temu jak miałam okres fascynacji Cesarstwem. Potem była milosna historia Francji,ostatni car Rosji i tak skacząc po historii osiadłam w epoce wiktoriańskiej:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam także krótki okres fascynacji Napoleonem, potem dłuższy Talleyrandem i do tej drugiej miłości czasem wracam. Ja jakoś nie wielbię literatury angielskiej - osiadłam przy rosyjskiej i za nic nie opuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedyną książką z notatkami na marginesach, którą mam w posiadaniu, jest podręcznik do ekonometrii :D Nie lubię pisać po książkach, bardzo nie lubię i jak kupuję używane książki z rozlicznymi notatkami tu i ówdzie, szlag mnie trafia. Najcięższy przypadek to poezje Świetlickiego - kupiłam kilka tomików chyba od jakiegoś Wielkiego Fana - w tomikach więcej było notatek, niż wydrukowanych słów...

    Mam teorię, że "przeczytałam" się we wczesnej młodości i teraz czytam niedużo (głównie literaturę popularnonaukową). Wcześnie zaczęłam czytać klasyki światowej literatury, na początku gimnazjum miałam plan przeczytania wszystkich dzieł Szekspira (chyba przy 4 się znużyłam ;)), czytałam mnóstwo dramatów: Witkacy, Ioneco, O'Neill, Ibsen. No dramaty uwielbiałam! Do witkacowskich "demonicznych bydlądynek" dobierałam koleżanki z klasy a cytaty z Witkacego miały u mnie swój specjalny zeszyt (do dziś sporo pamiętam!), jego styl przypadł mi wybitnie do gustu: "Czterowymiarowe continuum Minkowskiego nie jest czwartym wymiarem nieuków i matołów".

    Ukochana książka i ukochane cytaty to zdecydowanie (i bardzo nieoryginalnie) Mistrz i Małgorzata. Czytałam ją chyba 4 razy. Uwielbiam w niej wszystko. Zaś książka najbardziej magiczna to 100 lat samotności. Tam żółte kwiaty, tu żółte motyle ;)

    Zaś pisarz, który wywarł na mnie duży wpływ to Marek Hłasko, po prostu zatracam się w jego książkach i napawam wszechobecną beznadzieją:

    "Wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę
    lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo
    właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde,
    bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic
    nie zostaje z tych dwudziestu lat i z tej wiosny, i z tej miłości… Z
    początku człowiek cierpi, szuka jeszcze swoich złudzeń, potem przestaje
    cierpieć, tyje, sam sobie pluje w mordę, śmieje się z tego, co było w
    nim kiedyś najlepsze. Śmieje się, śpiewa głupie piosenki i boi się
    przyznać, że sam miał kiedyś dwadzieścia lat i wiosnę. A potem już nie
    ma żadnych marzeń, to już niepotrzebne, tylko tak – z dnia na dzień."

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie bazgrzę po książkach, co innego - kiedyś - podręczniki - tam dawałam upust swoim przemyśleniom :D

    Teraz brakuje mi niestety czasu na delektowanie się ksiażkami. Z żalem przyznaję, że czytam teraz bardzo mało, głównie na urlopach. Lubię sobie zasiąść z ksiażką mając świadomość, że mogę ją przeczytać do końca za jednym zamachem. Nie lubię czytać z doskoku.

    OdpowiedzUsuń
  9. :)) Uśmiecham się do Ciebie od ucha do ucha jak kot Behemot :) albo Kot z Cheshire :) ten post to prawdziwa uczta i najlepszy smakołych Mario :)
    Co prawda nie podkreślam, nie piszę itp po książkach niefachowych (psychopatologia na przyykład jest gęsto usiana moimi notatkami i kolorowa ..podobnie jak psychologia i życie zimbardo...natomiast strategie interwencji kryzyskowej pozostały dziewicze i nietknięte - co świadczy o tym, że nudne i przewidywalne ;)..
    Co ja chciałam..aha ..nie podkreślam w beletrystyce ale zaginam rogi..dodajmy swoich książek - strasznie nie lubię pożyczać od kogoś, bo...boję się czytać..
    Nie stawiam książek na piedestale.. Nie lubię też szufladkować..
    Znajdziesz u mnie w biblioteczce równie zczytanego Boga urojonego jak ..Bridget Jones..tą ostatnio często zabieram do wanny ..tak..nawet kilka razy ją utopiłam :D
    Czytałam już post u M.Oleosy i się powtórzę - życiowym arcydziełem jest dla mnie Mistrz i Małgorzata ..nad resztą muszę się zastanowić ale na pewno to zrobię..
    Akurat fantastyka (oprócz Gry o tron - i to ksiązkowej pierwszej cześći - serial pochlaniam jak bocian żabę) nie jest moją mocną stroną...
    Moim ukochanym autorem jest chyba Jonathan Carroll - nigdy nie zapomnę spotkania z Nim :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, czas jest teraz problemem, zawsze trzeba rezygnować z czegoś, żeby móc poczytać, ale mimo wszystko warto, zawsze będzie warto.

    OdpowiedzUsuń
  11. <3 Ja Esku w ogóle nie pożyczać od nikogo książek, nie lubię jakoś. Jak coś mi wpadnie w oko to po prostu kupuję.


    Co do fantastyki to u mnie też trochę słabo - Diuna, trochę Asimova, bardzo mało polskich: tylko seria o Achai, żadne tam Siewce Wiatrów czy Wędrowycze mi nie przypasowali, czytałam po jednej części i wiedziałam już, że to nie moja bajka. Kilka Tomów Wiedźmina i najmilej wspominam chyba Krew Elfów. Ale to koniec.


    Ja też się nie wstydzę przyznać, że czytam dużo lekkiej literatury i obok Psychologii Śmierci stoi.. ) idę zobaczyć. ok - Seminaria Lucieńskie i Coben. Ale czytam też dużo trzpiowatych o kobietach, które rzucają wszystko aby być szczęśliwą obżerając się włoskimi pomidorami i francuskimi bagietkami. Wiesz, wydaje mi się, że po prostu dobrze być otwartym, nie skreślać czegoś tak szybko bo nikdy nie wiemy czy nie znajdziemy akurat tam czegoś tak mocno nawiązującego do naszego życia, jakiejś sytuacji, że może przynieść ukojenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tez tak uwazam i staram sie zawsze wykroic troche czasu na czytanie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...