Denko KWIECIEŃ 2015: Burt's Bees, Yes to, Bath and Body Works, Phenome

11:08:00 AM

Mało, niemało - bez zbędnego gadania, do dzieła! 12 produktów i dla mnie praktycznie same nowości. trochę się wkopałam, bo obiecałam sobie kiedyś, że nigdy nie będę kupowała wielkich pojemności produktów, których nie znam. Ale promocja była fajna i do koszyka wpadło mi kilka produktów Yes to, których opinie są mieszane - postanowiłam jednak, że wypróbuję je na sobie.


Podobnie było z Burt's Bees - już jest kilku faworytów i kilka zupełnych niewypałów. Ale zaczynamy od początku z nimi w pierwszej kolejności. Szampon i odżywka - dwa produkty o niesamowitym zapachu - szczególnie szampon z granatem pachniał magicznie - niestety u mnie żaden z tych dwóch produktów się nie spisał - odżywka działała poprawnie, szampon sprawiał, że włosy były oklapnięte i szybko się przetłuszczały - mimo, że odżywka była "w miarę" - raczej żaden z tych dwóch produktów nie trafi ponownie do mojego koszyka.


"Yes to" czyli kolejna marka szczycąca się naturalnym składem swoich kosmetyków - mąż mi wyrzucił butlę od szamponu ale już Wam spieszę z opinią. To właśnie o nich pisałam, że się trochę "wkopałam" - pół litrowe opakowania! Jako, że nie używam jednocześnie tylko jednego szamponu to opakowania te męczyłam… pół roku. Niefajnie, szczególnie, że odżywka zupełnie mi nie podeszła. Za to marchewkowy szampon a i owszem! Jeśli tylko będę miała okazję kupię na pewno.


Żel-krem do mycia twarzy z Yes to Carrots też o dziwo okazał się całkiem niezły. Bardzo delikatny i nawilżający - cera gładka i miękka a całość niezwykle wydajna! Nie wiem jak wy, ale ja do tej pory nie miałam dużego doświadczenia z chusteczkami do mycia i demakijażu. Jakoś zazwyczaj zrażają mnie ceną, ale oba zestawy było gratisem do zakupu i dobrą okazją do wypróbowania podczas wyjazdu. Chusteczki z rumiankiem od Burt's Bees były bardzo duże i bardzo okropne. Poważnie. Próba zmycia szminki kończyła się pieczeniem ust o oczach nie wspominając. Nigdy więcej! Ole Henriksen spisał się całkiem dobrze, ale cena za 8$ za 10 chusteczek to zupełnie nieśmieszny żart.


Jak zwykle w moim denku - pianka Bath and Body Works, tym razem o zapachu Pekan Waffles - okazał się niestety tak słodki, że musiałam go przenieść do kuchni. Dynia + syrop klonowy to niestety nie moje połączenie - a gofry były tak obiecujące. Sensual Amber - jeżeli kochacie zapach Golden Sands od Yankee to w tym się także zakochacie. Kilka razy pisałam o wydajności żeli od BBw więc powtarzać się nie będę - ale naprawdę 2,3 razy lepsza niż u innych. La Mer i krem pod oczy - niestety tak krótko, że nie da się napisać nic rzetelnego, ale obiecujący.


Kolejne opakowanie peelingu Vasanti, zupełnie poprawnego i jednak nie nadzwyczajnego. Ale przyznam Wam, że od peelingów wymagam tylko, żeby po prostu nie podrażniał. Origins i śwuetny krem na noc o którym pisałam Wam tutaj oraz mała wpadka Phenome - zakup z tych "polecanych w salonie" - ostatni raz dałam się namówić na coś, czego nie planowałam kupować. Mam krem z Phenome, który uwielbiam i przy nim raczej zostanę. Jak Wam poszło w tym miesiącu?

Sprawdź też

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...