Lush - Mask of Magnaminty

9:33:00 PM

Zabezuję Was! Za oknem pachnie mi tak, że gęba się cieszy od rana do wieczora. W dodatku jestem potworem, wieczorem zakradłam się cichutko i jak ostatni chuligan oberwałam trzy gałązki, oczywiście mając świadomość, że tydzień stać nie będą. Ale! Uwieczniłam je przy kilku produktach, które postaram się Wam dawkować w miarę rozsądnie.


A dzisiaj Lush i to zupełnie nieprzyjemnie niestety. Wśród produktów tej firmy mam kilku ulubieńców, brak dostępności w Polsce sprawia, że marka urasta do rangi kultowej, niestety nie każdy jej kosmetyk będzie remedium na wszelkie urodowe bolączki. Na moje na pewno nie będzie ten. 

 

Mowa o Mask od Magnaminty - wrzucę Wam jakże optymistyczny opis wizażowy: Głęboko oczyszczająca maseczka, zawierająca m.in. kaolin, bentonit, miód, fasolkę i mięte pieprzową. Dający zielone zabawienie chlorofil rozjaśnia, mielona fasolka Aduki delikatnie pilinguje, zaś mięta pieprzowa dezynfekuje, chłodzi i odświeża skórę. Skóra staje się rozjaśniona, odświeżona i dobrze oczyszczona. Polecana również jako maska na plecy dla skóry zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków.


Na początku stosowałam produkt jako maseczkę, dopiero później jako pastę do mycia twarzy. Trochę mi zapach nie przypadł, ale tym się nie ma co sugerować, po prostu nie przepadam za miętą. Jest mocno ziołowy, po aplikacji mocno chłodzi twarz. Przy pierwszej aplikacji mocno mnie szczypała, ale jako, że to uczucie towarzyszy mi przy aplikacji innych produktów, nic mnie nie tknęło. Niestety, po zmyciu okazało się, że skóra jest mocno zaczerwieniona i owo zaczerwienienie utrzymywało się ok 1,5 godziny. Po kilku dniach zabieg powtórzyłam i niestety reakcja była podobna.




Później zaczęłam ją stosować jako pastę do porannego mycia twarzy - i tutaj o żadnym zaczerwienieniu nie było mowy, ale po jakimś czasie, zauważyłam, że skóra policzków jest lekko przesuszona - później zaczęło się podobnie w okolicach nosa. Nieuchronnie zbliżał się termin przydatności, więc z radością odstawiłam. Masce trzeba przyznać, że jest bardzo wydajna, nie udało mi się skończyć jej do upłynięcia terminu ważności.


Skład: Bentonite Gel, Kaolin, Honey, Talc, Ground Aduki Beans (Phaseolus), Glycerine, Evening Primrose Seeds (Oenothera biennis), Peppermint Oil (Mentha piperita), African Marigold Oil (Tagetes erecta), Vanilla Absolute (Vanilla planifolia), Perfume, Chlorophyll, Methylparaben


Nie mam zamiaru Was odstarszać, raczej dopytać bo to pierwsze zdarzenie wygląda jak mocna reakcja alergiczna. Wpatruję się w skład i nie wiem zupełnie, co mogło mnie tak uczulić? Do tej pory podobna reakcja była tylko przy produktach Vichy Normaderm. I mam zagwozdkę a dla Was małe ostrzeżenie - nie ma co się sugerować naturą, nawet w najbardziej naturalnych składnikach może być coś, co zrobi nam większą krzywdę niż pierwszy lepszy sztuczny dodatek. Całe szczęście kilka lushowych miłości w łazience mam, więc uczucie mimo wszystko trwa. 

Sprawdź też

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...