Origins - GinZing Refreshing Eye Cream

8:52:00 AM



Ostatnio dostałam na skrzynkę kilka cudownych wiadomości od Was i ku mojemu zaskoczeniu bardzo chciałybyście, abym zrobiła dosyć już stary TAG "Ile warta jest Twoja twarz". Ale jako, że mój mąż czasem na bloga wpada, a ja bardzo dbam o zdrowie psychiczne jak i fizyczne mojego małżonka, to lepiej będzie aby w tym temacie tkwił w błogiej nieświadomości. Pamiętam jego zbulwersowanie kilka lat temu, kiedy SE opublikował artykuł jakoby zawartość kosmetyczki Kasi Tusk była warta aż 500zł. Ależ ja się wtedy naśmiałam ;-) Ale dziś nie o zawałach, a o jednym z fajniejszych kremów pod oczy jakich w życiu używałam - krem pod oczy GinZing marki Origins.


To już trzeci produkt tej firmy, który nieraz jeszcze zagości w mojej łazience. Wcześniej pisałam Wam już o bardzo dobrym kremie na noc - High Protency Night-a-Mins a dzisiaj przyszłam z wydenkowanym już GinZing czyli kremie pod oczy, który pokochałam od samiuśkiego początku. Dotychczas testowałam wiele marek, polskich jak i flagowych produktów zagranicznych firm, niestety do tej pory żaden nie działał tak jak ten. A wymagania mam dosyć wysokie.


Moim największym problemem są sińce i od czasu do czasu "poduszki" pod oczami. Z powodu mojego ciągłego niedospania i nocnych pobudek naprawdę powinnam wyglądać jak zombie. Szukałam więc kremu mocno nawilżającego i niwelującego oznaki 5godzinnego snu. Dobrze by było,  dołożyć do tego jakieś lekkie działanie przeciwzmarszczkowe, ale to już na ten moment rzecz drugorzędna. I rzeczywiście, jeżeli chodzi o sińce działa u mnie bardzo dobrze, jeśli miałabym sama oceniać to u mnie ponad 75% skuteczności, co stawia go na pierwszym miejscu, bo taką różnicę nazwać "zauważalną" to jest już jednak duże niedopowiedzenie.


Są także dwie dodatkowe zalety: po pierwsze wydajność. Krem skończył mi się po ponad pół roku używania codziennego (nie zawsze dwa razy dziennie, ale często) i to jeden z bardziej wydajnych kosmetyków jakich używałam. Po drugie zauważyłam, że naprawdę dobrze pracuje z korektorami pod oczy i o wiele lepiej się na nim trzymały. Po jakimś czasie (ale i też trochę z powodu lata) w ogóle zrezygnowałam z korektora i wciąż jestem zadowolona z tego co widzę w lustrze.


Ostatnio otwarto pierwszy w Polsce sklep Origins w Polsce, do którego wybieram się i wybieram, ale mam nadzieje, że w przyszłym tygodniu rzeczywiście uda mi się do niego dotrzeć. Jestem bardzo ciekawa, jak produkty wypadają cenowo, ale bardzo cieszę się, że mam stały dostęp do ulubionych kremów i maseczek. Jeżeli miałybyście ochotę mogę zrobić "relację" jak przy sklepie Kiehl's, a gdybyście były naprawdę zainteresowane, może udałoby się zrobić wideo. Dajcie koniecznie znać.


A jakie są Wasze ulubione kremy pod oczy? Caluję!


Sprawdź też

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...