Co warto zobaczyć w Lizbonie cz. IV - Targ złodziei czyli Feira de Ladra

1:44:00 AM

Dzień Dobry! Witaj słodka Portugalio, moje ostatnie dni na lizbońskiej ziemi i przyznam Wam szczerze, z ulgą wracam do sączącej się brudnym deszczem Warszawy. Zdecydowanie za długo i za gorąco - jestem typem który kocha wyjazdy, ale tylko te kilkudniowe - później każdy szczegół, który jest inny niż w moim ukochanym tfu tfu, wynajętym mieszkaniu, potrafi mnie wyprowadzić za rączkę z krainy urlopowej szczęśliwości.



Dzisiaj, z racji pory, krótko o miejscu dla poszukiwaczy skarbów. Wspaniałe miejsce na mapie stolicy Portugalii - Targ złodziei (a raczej by być ścisłym, złodziejek) jest "otwarte" w każdą sobotę i wtorek - ze względu na turystów zalecam wtorek, w porze wakacyjnej jest to jednak zupełnie obojętne - i tak będzie full. Jak się najłatwiej dostać? Metrem na przystanek Santa Apolonia i w górę - po prawej stronie wielkiego białego kościoła, który bije po oczach z samego już dołu. Pierwsze wrażenia - fatalne. Nie dość, że ujrzałam zaledwie 20-30 stanowisk zajętych głównie przez Ludzi-od-kabli oraz Ludzi-od-starych-telefonów, to jeszcze z chraboczącego głośnika (oczywiscie na sprzedaż - 12€) zaleciało mi jakże swojsko "Ona tańczy dla mnie".



Cóż, nie do końca rozumiem ten sposób docierania do turystów, a może rzeczywiście Polacy są aż tak częstymi gośćmi - lub co najbardziej prawdopodobne - nie oszukujmy się, kochamy jak nam się inne narody podlizują. Nie sądzę więc, żeby jakiś Francuz, czy Szwed (cóż, Szwed to na pewno nie) zaczął podrygiwać w trakcie utworów i z wdzięczności do uznania naszego "dorobku muzycznego" kupił "prawie" nieużywane baterie. Ok, po garści stereotypów jednak oddaję honor Targowi ponieważ minęłam zakręt.


A potem jeszcze jeden i jeszcze jeden i z każdej strony i uliczki wyłaniał się kolejny ogonek znamienitych wystawców. Dla kogo to miejsce? Cóż, jeśli udają się Wam połowy w secondhandach to i owszem. Znacie więc pewnie taką sytuację : jednego dnia wychodzicie z niczym, innego żałujecie, że nie przyjechałyście samochodem, bo jak sie z tymi torbami teraz tłuc przez miasto. Od skarpetek, przez kolekcję zabawek z kinderniespodzianek, przez stare puszki, gwoździe, potłuczone azulejos po lustra, rysunki, meble i dywany. Po prostu wszystko.

Na porcelanę na którą się trochę nastawiałam nie miałam co liczyć, jednak udało mi się kupić trochę pięknego szkła - kryształowy flakonik, piękną butelkę oraz kieliszki. W oko mi wpadło także kilka starych grafik - wszystkim pochwalę się już w domowym zaciszu. Jednym słowem, sukces! Jedyne czego ZAWSZE żałuję to to, że nie miałabym jak stąd wywieźć kilku żyrandoli. Uwielbiam te stare lampy szczególnie w sypialni - ach, może mi się uda przed wyjazdem strzelić im zdjęcie.


Jedną radę dać Wam mogę, po pierwsze bądźcie jak najwcześniej - wystawcy to Portugalczycy zważajcie więc, że o 6. tłumu wystawców tu jednak nie będzie ;) po drugie, to taki mój śmieszny stary sposób - w każdej kieszeni spodni mam odpowiednio 1, 2, 3, 5 € i w zależności ile sobie zażyczy sprzedawca wyciągamy nasz "ostatni grosz" będący tylko "troszkę" mniejszy od ceny sprzedawcy. Pozwala zawsze zaoszczędzić kilka eurasiów. Miejsce polecam absolutnie, trochę się nachodzimy, upał także da nam we znaki, ale jesli kochacie stare przedmioty z duszą i historią - będziecie wniebowzięte!

Dobranoc/Dzień Dobry! :))









Sprawdź też

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...