Peeling solny Ole Henriksena - Rub n' buff salt scrub

8:59:00 AM


Dzisiaj przyszła kolej na kolejny z produktów Ole Henriksena, którego zestaw
9 miniaturek testuję od początku marca. Jak zapewne pamiętacie dwóch produktów
pod oczy raczej nie pokochałam a dzisiaj przyszedł czas na solny peeling do ciała Rub n' buff.



Peeling do ciała z solą morską marki Ole Henriksen ma za zadanie jak oczywiście 
każdy scrub pozostawić skórę gładką i miękką. Jest przeznaczony do każdego typu skóry.



Składniki aktywne:

- olejek lawendowy - wygładzający, odbudowujący i odnawiający;
- olejek z trawy cytrynowej o działaniu detoksykującym i łagodzącym napięcie mięśniowe;
- drobinki złuszczające soli morskiej, remineralizujące i głęboko oczyszczające.


W skład mojego zestawu wchodziła miniaturka - choć całkiem potężna - 170 gram produktu.
W sprzedaży jest ona raczej niedostępna - kupić można pełnowymiarowy kosmetyk o wadze 624 gram a nawet JUMBO - 794! Peeling jest całkiem wydajny - wystarczył mi na dokładnie
11 aplikacji praktycznie całego ciała (ok. 16g na 1 użycie co przekładało by się na prawie 
40 użyć i analogicznie 50 JUMBO przy pełnowymiarowym produkcie!)


Jego najwiekszą wada jest dla mnie aplikacja. Sama konsystencja jest bardzo przyjemna, bardzo zbita i zaskakująco wydajna, ale niestety dopiero za trzecim jego użyciem znalazłam dobry sposób na jego dobre użycie i niemarnowanie produktu.



Jestem przyzwyczajona, ze peelingi i scruby używam bezpośrednio po prysznicu 
lub jeszcze w  trakcie kąpieli. Niestety nałożenie go na zbyt mokrą skore sprawia, 
że tłusty scrub ześlizguje się miedzy palcami i ląduje na podłodze. Z drugiej
 jednak strony obsuszone ciało tez było kiepskim rozwiązaniem - lekkie wytarcie się ręcznikiem powoduje wręcz bolesną aplikację. Trzeba wiec trochę wyschnąć "naturalnie" co przyznam, było jednak kłopotliwe.


To, co dla mnie było plusem, dla innych może być jednak wadą - zapach. Mi przypomina trochę serie SPA od Pat&Rub, podobną jak w kremie do rąk. Czuć bardzo mocno 
zapach trawy cytrynowej i soli - kompozycję dopełnia lekko lawenda. Wiem jednak,
że wiele osób nie przepada za tymi zapachami ale ja jednak je sobie wręcz umiłowałam.



Dostępność. Jak się domyślacie fatalna. Chociaż travel size w rozmiarze który ja testowałam można dostać na ebay'u  to jednak za niecałe 100zl z przesyłka (przy czym przesyłka stanowi połowę ceny) co nie oszukujmy się, jest ceną trochę kosmiczną. Jeszcze gorzej prezentuje się jednak zakup produktu w kraju. Pełnowymiarowe opakowanie mozna dostać za... 320zł (bez wysyłki) W Stanach opakowanie 624g kosztuje 38$ (ok. 115zł)  a 794 gramowe - 48$ (ok. 150zł)



Ale najważniejsze - działanie. Po trudach pierwszych aplikacji byłam bardzo zadowolona - skóra była bardzo miękka, gładka i nie potrzebowała już oliwki. Jeśli nawet jednak smarowałam się później masłem, czułam, że efekt się dłużej utrzymuje a zapach towarzyszy mi przez jeszcze kilka godzin. Jeśli znajdę go w promocji w Stanach za 25-30$ raczej się na niego ponownie zdecyduję :) 



A jaki jest Wasz ulubiony peeling? Który mogłybyście polecić z Organique? Zapraszam jutro 
na recenzję mojego małego odkrycia także z tej samej marki, 
 już dzisiaj na mój nowiuśki profil Facebookowy a później na czytankę na majowy weekend 
- na ulubieńców miesiąca! :) Słońca i...

Sprawdź też

32 komentarze

  1. Nie znam, ale jestem ciekawa jak pachnie skoro takie skrajne opinie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z pewnością skrajne - czytałam m.in. na stronie amerykańskiej Sephory, że dla niektórych to był minus nie do przejścia. Ach jak różne są gusta :)

      Usuń
  2. jeśli chodzi o peelingi do ciała to wolę jednak tańsze, można na nich zaoszczędzić, jednym z moich ulubionych jest celestin z uzdrowiska z rymanowa zdrój. świetny

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że jest aż tak drogi i że jego dostępność jest tak fatalna, więc nie będę miała prawdopodobnie nigdy możliwość go spróbować. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z drugiej strony całkiem wydajny! :) A dostępność, eh, może kiedyś wejdą na polski rynek, ale aż boję się o ich ceny tutaj.

      Usuń
  4. W pierwszej chwili myślałam, że to peeling solny z Bielendy, ma baaardzo podobne opakowanie :) ale ta cena? Szok :O

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena rzeczywiście wysoka, ale podyktowane to jest tą głupią wysyłką, szkoda :<

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam marki kompletnie. Ostatnio używam peelingu TBS w wersji kakaowej, bardzo się lubimy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W Norwegii ta firma jest bardzo popularna i często są na nią promocje. Z Organique mam teraz żurawinowy peeling, który dobrze ściera martwy naskórek, nawilża i nie zostawia mocnego zapachu na skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda więc, że nie mam żadnej znajomej Norweżki ;)

      Usuń
  8. Jestem ciekawa zapachu. Ale niestety cena chyba lekko przesadzona..

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim ulubionym 'zdzierakiem' jest robiony samemu peeling z kawy i miodu - dla mnie działa najlepiej i jest chyba najtańszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och rzeczywiście - kiedyś też sama przygotowywałam kawowy z olejkami :)

      Usuń
  10. W ogóle nie słyszałam o tej marce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam peelingi solne, ale na ten bym się nie zdecydowała, z bardzo prostego powodu - cena :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam go zupełnie, ale zaciekawił mnie :) Może kiedyś jakimś cudem trafi w moje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesli chodzi o Twoje pytanie o Oranique to ja miałam ziołowy enzymatyczny (do twarzy) i czekoladowy zwykły (do ciała) i oba polecam. Ten z Twojej notki brzmi ciekawie, sama chętnie bym go powąchała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten enzymatyczny jest już polecany przez kilka osób - wypróbuję ;)

      Usuń
  14. Nie znam tej marki. Za zapachem serii SPA od Pat nieszczególnie przepadam ;)
    Moje ulubione zdzieraki, to zdecydowanie Organique (wersja zapachowa według gustu) i ostatnio mocno rozkochuję się w Collistar :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam tonik od Ole i bardzo lubię. Peelingu do ciała nie miałam. Z Organique polecam peeling kawowy, jeśli jesteś fanką kawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Znam tá marké i duzo i niej slyszalam...bardzo mnie kusi cos z niej spróbowac :)
    Peeling brzmi zachécajáco

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie słyszałam o tej marce, tym nie mniej, kusi mnie, kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam g moj ulubiony peeling do ciała to Soap&Glory ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam, cena dośc spora , ale może się skuszę, Twoja recenzja mnie kusi do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Co za cena... :P Ja uwielbiam i polecam peeling kawowy wg. Nissiax83. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...