Guerlain - Terracotta Joli Teint #00 Clair Blondes

3:00:00 PM

Moja pierwsza w życiu Terracotta, owiana sławą linia Guerlain - zdecydowałam się podczas wakacyjnego wyjazdu na lotnisku. Mój wybór padł (oczywiście) na najjaśniejszy odcień i w tym przypadku był to odcień #00 Clair Blondes i to właśnie z recenzją tego produktu przychodzę do Was dzisiaj. Zapraszam więc na moje wrażenia dwa miesiące po zakupie.


Z kosmetykami marki Guerlain mam tak, że kosmetyk kocham albo zupełnie nie wiem co z nim zrobić. Co do Terracotty jednak miałam duże oczekiwania, miał to być dla mnie kosmetyk wielozadaniowy, który będę mogła stosować na kilka sposób, w zależności od pomysłu, potrzeby czy pory roku. O ja naiwna. Nic z tych rzeczy. Zapraszam więc na masę zdjęć.



To, co rzuca się od razu w oczy to piękne opakowanie. Puder jest zapakowany w plastikowe, bardzo cieniutkie i eleganckie pudełeczko. Tłoczenie także jest niesamowite, aż naprawdę żal dotykać. Sam produkt jest średniej, róż zaś raczej o małej pigmentacji. Teraz przedstawiam Wam zdjęcia zrobione w słońcu, niżej będziecie też mogły zobaczyć jak wygląda w pomieszczeniu przy sztucznym oświetleniu.


Dużym plusem jest duże lusterko, zauważyłam jednak, że puder dosyć pyli więc lusterko jest permanentnie zabrudzone praktycznie przy każdym otwarciu produktu.


Przechodząc więc do swatchy: w mocnym świetle słonecznym widać trochę to, za co wiele osób ukochało sobie produkty Guerlain - lekko połyskującą poświatę, bardzo w stylu meteorytów. Po zakupie i pierwszej aplikacji zastanawiałam się czy będzie to dla mnie zwykły puder, rozświetlacz, może nawet lekki bronzer lub dodający czaru produkt podkreślający opaleniznę. Cóż. Żadna z tych rzeczy.


Mimo, że produkt skierowany jest do blondynek i ma najjaśniejszy odcień dla mnie jest za ciemny. I w zasadzie to nie stałoby jeszcze na przeszkodzie, by stał się pseudobronzerem, gdyby nie to, że jest po prostu pomarańczowy. A ja z pomarańczowym pudrem po prostu nic nie mogę zrobić. W moim przypadku nawet opalenizna nic nie da, bo po prostu się nie opalam. Na stronie Sephory możecie zobaczyć jeszcze ciemniejsze odcienie.


Tutaj użyłam samego różu i z efektu, który tu uzyskałam jestem nawet zadowolona, gdyby nie oczywiście to, że rozświetlający puder nie był kupowany po to, żeby używać 1/10 opakowania. A kiedy jeszcze przeczytałam u Sroki, że ten odcień jest najmniej pomarańczowy ze wszystkich dostępnych to aż bałabym się macać całą resztę kolekcji. Nic tylko wypada mi się chyba szerzej uśmiechnąć do klasycznej Terracotty.



Sam puder wygląda na mojej skórze tak i choć próbowałam go aplikować na różne sposoby są to niestety pieniądze wydane w błoto i to niestety niemałe. Co więcej choć używany tylko kilkukrotnie to ubytek jest zauważalny, co i tak nie rokowałoby dla niego dobrze. Niestety, bubel.



Bardzo żałuję i może miałam za duże wymagania, ale niestety nie sprawdził się u mnie w żadne sposób. jak widzicie na zdjęciach, nie jestem Królewna Śnieżką w kwestii jasności skóry, więc tym bardziej miałam nadzieje, że będzie to dobry produkt na lato. Szukam więc dalej.

Sprawdź też

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...